WIELKA IMPROWIZACJA CZY PERFORMANS – czyli o fenomenie WROCŁAWSKICH DZIADÓW Michała ZADARY w Teatrze Polskim.

Okołospektaklowe rozmowy widzów pokazują, że – prócz gigantycznego wydarzenia artystycznego-DZIADY Michała Zadary kuszą niezmiennymi od wieków – niepokojąco (czasem irytująco) znajomymi – w życiu intymnym i zbiorowym kluczowymi ideami: wiara czy rozum; czucie czy intelekt; duch czy materia; kultura czy natura!

Wygląda na to, że DZIADY są przede wszystkim po to, żeby się twórczo spierać – rozstrzygać nierozstrzygalne!

Na ostatnim spotkaniu w  Cocofli – books art cafe w dyskusji o DZIADACH MICKIEWICZA I ZADARY rozmawiali: Rafał Augustyn – kompozytor, krytyk muzyczny i polonista; Wojciech Browarny (historyk literatury nowoczesnej i śląskoznawca);Justyna Kowal ( studentka filologii polskiej oraz antropologii literatury, teatru i filmu), Mariusz Cisowski ( komparatysta literacki) oraz Jakub Stefanowicz i Jacek Mądry (psychoterapeuci psychoanalityczni).

I jak to przy DZIADACH musiało się ujawnić – ile osób – tyle perspektyw i sposobów oglądania. Wrocławskie DZIADY Zadary to BARDZO ŻYWA KLASYKA – każdy WIDZI JE INACZEJ – i jakkolwiek nie zgadzalibyśmy się ze współrozmówcą – jednocześnie nie możemy odmówić mu racji. TAKI TO ARCYDRAMAT!

Proponuję dziś trzy głosy w sprawie DZIADÓW Zadary i Konrada – co z Bogiem gada!
Pierwszy – eksponuje pierwiastek HUMANISTYCZNY (Justyna Kowal) – drugi – HISTORYCZNY (Wojciech Browarny) – trzeci – MESJANICZNY (Mariusz Cisowski)

 

JUSTYNA KOWAL

OLYMPUS DIGITAL CAMERADZIADY 1:1

O wrocławskiej inscenizacji Michała Zadary można powiedzieć, że są to „Dziady 1:1”. Określenie oczywiście od razu przywodzi na myśl wierne oddanie tekstu i rezygnację ze skrótów. Warto jednak w tym kontekście przyjrzeć się samemu sposobowi lektury, jaki proponuje reżyser; Zadara czyta Dziady jako tekst literacki, nie jak arcydramat. Oczyszcza dzieło z warstw szkolnych interpretacji, wprowadzając w ich miejsce poetykę codziennego, ludzkiego doświadczenia. Skala „1:1” to stosunek tekstu do zdroworozsądkowej rzeczywistości, literatury do common sense. Dlaczego śpiewy w scenie więziennej są nierówne i nieczyste, sprawiają wrażenie niedopracowanych? Bo Frejend przynosi „kilka butelek”. Dlaczego pieśni Ze Sceny Balu u Senatora również drażnią ucho słuchacza? Przecież to „bal”, spotkanie towarzyskie, można powiedzieć „XIX-wieczna impreza”; common sense podpowiada, że trudno oczekiwać od rozbawionego, roztańczonego towarzystwa muzycznej i wokalnej wirtuozerii. Jak zachowuje się genialny poeta Konrad w swojej więziennej izbie? Tak, jak zachowuje się każdy więzień w celi w odosobnieniu – lub ogólniej – tak, jak wielu ludzi w samotności. Zadara proponuje widzowi swoją wizję, która może być odebrana jako deprecjonowanie świętego, kanonicznego dramatu. Jak to możliwe, że Konrad oddaje mocz na scenie? Przecież narodowemu Tyrteuszowi „nie wypada”. Zadara nie ujmuje, nie obniża wartości Dziadów – wzbogaca je o nowe sensy, zaznacza pierwiastek humanistyczny. Reinterpretuje w duchu codzienności – „1:1”.

 

WOJCIECH BROWARNY

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

KOMPLEKS „DZIADÓW”

„Dziady” w reżyserii Michała Zadary trudno znieść, i to nie dlatego, że tyle trwają. To, co jest w nich kłopotliwe, to ideologiczny przekaz, któremu Zadara pozwolił w pełni przemówić. Adam Mickiewicz znał zmieniającą się Europę pierwszych dekad XIX wieku, dobrze urządzone państwa i miasta, rozwijający się przemysł i modernizujące się społeczeństwa Zachodu. Znał też imperialną Rosję, jej polityczną i militarną potęgę. Tymczasem w „Dziadach”, a w tych szczególnie, poeta sprawia wrażenie, jakby nowoczesnym światem pogardzał, jakby się od niego odwracał. Nie podoba mu się dyplomacja, urzędy, opinia publiczna ani interesy i moralność elit. Tak, oczywiście, z perspektywy romantycznego absolutu wolności, prawdy i autentyzmu wszystko to jest „nieludzkie”, ale w tym miejscu i czasie – realne. Oto dylemat. Niestety, Mickiewicz nie mierzy się z realnością naprawdę, ponieważ umieszcza ją poza tym, co mu najdroższe (wszyscy wiemy, co), odgradzając się od niej lamentem, nostalgią, rodzimością, wściekłością i metafizyką. „Dziady”, czytane dziś i oglądane jako całość, są niebywałym połączeniem wielkiej poezji, może najlepszej polskiej sztuki słowa, i zwodniczej polskiej „instrukcji obsługi” nowoczesnego życia.

 

 

MARIUSZ CISOWSKI

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

NIE TAKI MESJANIZM STRASZNY…

Rozmowa z „Dziadami” to w gruncie rzeczy rozmowa z samym Adamem Mickiewiczem – mistykiem, filozofem i poetą ukształtowanym na kanwie myślenia klasycystycznego i respektującym je, ale jednocześnie wyprowadzającym poza utarte i niewystarczające poznawczo wzory i kategorie oświecenia. Twórca wkraczał w przestrzeń niedopowiedzeń, zwątpień, kryzysów i symboliki irracjonalnej zyskującej własne ramy obrazowe jako odzwierciedlenie skomplikowanych, wewnętrznych przeżyć jednostki – dotąd ignorowanych, a przecież równie uprawnionych. Mickiewicz świadomy swojego geniuszu i charyzmy, a także prawidłowości dziejowej nastawionej na indywiduację doświadczenia rozmyślnie pretendował do roli wieszcza, przewodnika duchowego czy pieśniarza rozpoznającego i przenikającego algorytm sumienia narodu. Przejmując wypracowany na koncepcji Byronowskiej model mitu heroicznego, samotności tyrtejskiej, percepcji figuralnej (utożsamiającej więź narodową z więzią kulturowo-religijną) czy prometeizmu chrześcijańskiego przyczynił się do zaszczepienia na gruncie polskim atrakcyjnej formacji filozoficzno-metafizycznej, jaką był mesjanizm. I choć rodzima wersja tegoż różniła się od europejskiego pierwowzoru, gdyż wyrastała z odmiennych pragnień nacechowanych narodowo, właśnie jego krzywdząca, stereotypowa ocena – a nie tendencja do schematycznych interpretacji dzieł kanonicznych – zdają się być kanwą problemu relacji pomiędzy pozornie przebrzmiałym romantyzmem a współczesnością.

Czyż genialny Mickiewicz chciał tworzyć teksty kulturowe, które z racji ich kolorytu lokalnego i sprawy polskiej narodowowyzwoleńczej szybko zdezaktualizowałyby się? Nawet Duch z „Dziadów części III” przedrzeźnia Księdza Piotra: „A wiesz ty, co to będzie z Polską za lat dwieście?”. Pragnienia odzyskania wolnej ojczyzny były palące, ale mimo wszystko partykularne, prowincjonalne, nie ponadczasowe – i chcąc uprawomocnić swoją sztukę na planie literatury światowej, należało je zuniwersalizować, przetransfigurować na kształt wartości wspólnych kręgom kultury europejskiej. Mickiewicz pozostawił taką możliwość – odczytanie „Dziadów” z perspektywy globalnego paradygmatu romantycznego (ale też z perspektywy dzisiejszej) pozwoliło unicestwić obecne w tekście polskie bolączki geopolityczne i przełożyć akcent na zawsze aktualny, egzystencjalny aspekt aspiracji wolnościowych narodów i każdego z nas. Tak oto „Dziady” potwierdziły swoją pozycję jako nośnika światowej tradycji romantycznej, którą spajała w głównej mierze problematyka wolności, ale i uczestnika dynamiki XIX-wiecznej myśli mesjanicznej, co szczególnie widoczne w scenach więziennych: Konrad komponując pieśń chce rozpoznać strukturę zbiorowych wartości i skupić wokół niej wspólnotę, następnie wcielić jej aspiracje umożliwiając ich urzeczywistnienie przez własny rozwój osobowy, a przyzywa w tym celu Opatrzność, żądając od niej oddania mu części jej atrybutów. Kluczowe dla rozumienia mesjanizmu okazują się jednak kolejne rozstrzygnięcia – Konrad buntuje się przeciw porządkowi świata i wzywa do jego przekształcenia poprzez uznanie wolności i równości ludów, imperatywu solidarności i odpowiedzialności za siebie nawzajem. Tworzy tym samym projekt uetycznienia życia publicznego, którego ideę najlepiej oddawał mesjaniczny model Chrystusowej odpowiedzialności i ofiary za innych oraz zwycięstwa moralnego, zza grobu, zmartwychwstania duchowego, prowadzącego po linii więzi kosmicznej scalającej wszechświat do powszechnej odnowy społecznej, kulturowej i politycznej. Mesjanizm bowiem wspomagał konceptualnie proces zmian i kształtował nawyki myślowe prowadzące ku lepszemu ładowi.

W związku z tym czy aby uwspółcześnić przekaz „Dziadów” należy demistyfikować gesty Konrada, trywializować jego doświadczenia wewnętrzne oraz odgradzać się od powyższych, jakże aktualnych wizji romantycznych? Przecież poszczególne komponenty dzieła, w tym rysunki i zachowania postaci nie muszą rządzić się przyziemną, rozumową logiką przyczynowo-skutkową bądź psychologiczną, gdyż są składową umownej i fikcjonalnej w swej naturze sztuki (przykładowo przeżycia Konrada nie muszą być konsekwencją obłędu powstałego na skutek wielomiesięcznego uwięzienia). Zresztą cały Mickiewiczowski utwór – również w Zadarowej realizacji scenicznej – co rusz wymyka się zabiegom racjonalizującym: świat „Dziadów”, pomimo że anarchiczny, jest odgórnie sterowany, a obecny w nim Bóg, choć milczący, pozwala ujawniać zaklęte w Historii tajemnice nielicznym profetom; ci z kolei, czując się przez niego opuszczeni, generują najgłębsze w swoim wymiarze duchowym modlitwy pełne szamotań i przekleństw. Wprzęgnięta w obręb myślenia racjonalistycznego Zadarowa propozycja twórczego odczytania „Dziadów”, mimo że interesująca, pozostaje miejscami niezrozumiała. A mesjanizm arcydramatu broni się sam i wciąż prowokuje do żywych i aktualnych odniesień.

 

JACEK MĄDRY

JM22

WYCIE I ŚWIĘTOŚĆ

„Przestań wyć gówniarzu, toż to świętość narodowa!”, krzyknął ktoś z publiczności w trakcie jednego ze spektakli Dziadów, w reżyserii Zadary i wydaje się, że ujął – choć nie do końca świadomie – to, co Zadara zrobił z tekstem, w punkt, bo gówno i świętość mieszają się, bulgocą i przeplatają tam nieustannie. Sacrum tańczy z profanum i wbrew oburzeniu wcale nie odbiera to dramatowi jego wyrazu i znaczenia, powiedziałbym, że paradoksalnie je wzmacnia. Ruch Zadary, polegający na wzięciu Dziadów w nawias – to ruch genialny i potrzebny, by rozbić skorupę nawyków, szkolnych i nie-szkolnych interpretacji tego tekstu jak i tego, w jaki sposób postrzegamy własną tożsamość narodową.
Bóg milczy. Nie ma odpowiedzi, zamiast tego jest… przerwa! I bardzo dobrze, bo ile można znieść tego wycia? Ile można znieść tych roszczeń polskich do wielkości i znaczenia na arenie międzynarodowej, jakby się to jakoś należało. A właściwie dlaczego? Bo się cierpi? Zadara mówi: „Nie, idźcie Panie i Panowie ochłonąć” i to nie tylko w tej scenie, ale w każdym momencie, gdy pokazuje, że sacrum jest bardzo blisko profanum.
Milczenie Boga, nie jest tu pełne znaczenia, jest po prostu bezsensowne i w tym momencie dostrzega się dramat. Trauma, w swojej istocie nigdy nie ma sensu. Jest to crème de la crème absurdów. Jedynie w perspektywie czasu nadaje się jej sens. Czasem sens ten bywa zniekształcony, czasem sama trauma, nie jest postrzegana jako trauma, ale jest przykryta przez inne doświadczenie. Freud, nazywa to naznaczeniem wstecznym. Dramat polskiej niewoli i próba jej wytłumaczenia w tym kontekście, to nic innego jak rozpaczliwe ruchy, próbujące załatać mesjanizmem pęknięcie, które było wcześniejsze niż zabory, polegające na tym, ze Polak zawsze w Polaku znajdzie wroga.
O ile bardziej pokrzepiające jest to, kiedy przyjmiemy, że cierpimy dla własnej chwały, aniżeli z powodu własnej głupoty. Smoleńsk to wynik politycznych intryg na polu międzynarodowym a nie wynik szamotaniny o racje. W każdej teorii spiskowej istnieje pokrzepiająca myśl – że ktoś, gdzieś nad nami wie dokładnie, co robi. Spisek zawsze daje tę możliwość, by mieć wroga, który działa z wyrachowaniem i premedytacją, aniżeli jednostkę tak samo zagubioną i przestraszoną jak my sami bywamy w obliczu nieuchronności wydarzeń.
Žižek w rozmowie z Jackiem Millerem na temat swojej książki God in Pain: Inversion of the Apocalypse, dokonuje ładnej reinterpretacji dziejów Hioba, podążając za Chestertonem. Szczególną uwagę zwraca na fragment, w którym Hiob rozmawia z Bogiem, pytając go, gdzież On był kiedy to mu się wszystko przytrafiło – cały ten bezsens utraty. Bóg odpowiada pytaniem, mniej więcej brzmiącym tak: „A gdzieś Ty był kiedy ja to wszystko tworzyłem?” Tradycyjnie rozumie się tę odpowiedź jako krytykę ignorancji Hioba. Žižek, mówi: „Nie!” Otóż, tu jest ten punkt, w którym Bóg sam przyznaje się do bycia ludzkim. Mówi: „A popatrz co ja narobiłem? Myślisz, że dla Ciebie cały ten bezsens był nieznośny? Żyłeś z tym jedynie kilka lat! A ja, ja z tym po wieczność muszę się kopać.” Rząd dusz? Jaki rząd dusz, człowieku? Puknij się, o tu! Nie ma Boga, nie ma Szatana, nie ma Cara, nie ma żadnego zakładu; dramat nie jest realny, zamiast tego jest: „Przerwa!”

Tym ruchem Zadara oczyszcza zatęchłą atmosferę martyrologii. Otwiera przestrzeń, mówi: „A teraz Szanowna Publiczności, proszę nadać sobie samemu sens”. Nie ma Polski A, Polski B i nikt – parafrazując Boya – nikomu nie każe się całować w „d.”. Z pewnością jego Dziady będą wywoływać sporo polemiki i tym lepiej, bo to pozwoli ukazać jak bardzo złożona, wielobarwna i wieloaspektowa jest sama polskość. I jeśli wycie gówniarza ma się do tego przyczyniać, tym mocniej mówię: „A wyj gówniarzu, bo to świętość narodowa.”

 

 

CIĄG DALSZY rozmowy O DZIADACH – NASTĄPI!

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>