PISS & FREUD

PISS & FREUD
czyli diagnoza teatralnych zachowań
postawiona przez psychiatrę dr Tomasza Pissa

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

NAJBARDZIEJ PODOBA NAM SIĘ NASZ WŁASNY TEATR

Każdy z nas ma swój własny teatr: wyobrażenia na dany temat, porządne – raz na zawsze ustalone poglądy, przekonania i oceny aspirujące naturalnie do nieomylności. I jeśli tylko ktoś chce nam zburzyć ten porządek – zrobimy wszystko, żeby go zatrzymać. Dlatego też najbardziej podoba nam się ten teatr, który dobrze znamy ( te melodie – jak mówił inżynier Mamoń w Rejsie Piwowskiego, które już raz słyszeliśmy. Po prostu… No… To… Poprzez… reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę)?
Inżynier Momoń na wszelki wypadek więc nie chodzi do teatru w ogóle. Zresztą do kina również chodzić nie lubi. A szczególnie nie chodzi na filmy polskie.
Brak akcji. Nuda. Nic się nie dzieje i dialogi niedobre.

Bardzo niedobre dialogi są.
(…)
No i aż mi się chce wyjść z… kina proszę pana… I wychodzę…
(…)
No i panie i kto za to płaci? Pan płaci… Pani płaci… My płacimy… To są nasze pieniądze proszę pana…

INŻYNIER MAMOŃ I TEORIA DYSONANSU POZNAWCZEGO

Inżynier Mamoń genialnie, na sobie właściwy sposób – wyłożył teorię dysonansu poznawczego.Generalnie lubimy rzeczy znane. One budują strefę naszego komfortu poznawczego i odbiorczego.Wzruszają nas poprzez rzeczoną reminiscencję. A więc chronią przed ewentualnym zaskoczeniem, konfuzją i ostatecznie skandalem! Spełniają nasze oczekiwania. I nie ma w tym naturalnie nic złego – pod warunkiem, że nie jest to nasze ostateczne oczekiwanie wobec sztuki.

SZTUKA NIE JEST WYŁĄCZNIE PO TO, ŻEBY SIĘ PODOBAĆ

Naturalnie po to też! Komfort naszego systemu nerwowego, harmonia naszych zmysłów jest ważna i potrzebna. Z tego powodu słuchamy z upodobaniem Czterech pór roku Vivaldiego, które nieodmiennie nas zachwycają – chociaż – odkąd wykonał je punkowo, transowo,niestandardowo Nigel Kennedy – może już nie wystarczyć nam Berliner Philharmoniker.

SZTUKA MUSI PORUSZAĆ

Naturalnie zdarza się, że to, co nas porusza jest – obiektywnie rzecz ujmując – piękne, ale bywa, że poruszają nas rzeczy – w powszechnym rozumieniu – brzydkie, odstręczające, ostentacyjnie prowokacyjne, wytrącające nas z naszych odbiorczych przyzwyczajeń – wtedy właśnie najczęściej mamy do czynienia ze skandalem w sztuce.

Maja Kleczewska, jedna z najważniejszych polskich reżyserek teatralnych (rocznik 1973)
w rozmowie z Mikem Urbaniakiem wyznaje:

Wierzę w teatr oparty na konflikcie. Nie szukam w teatrze miłych chwil. W teatrze chcę fundamentalnego wstrząsu (mowa o podglądaniu człowieka w sytuacjach ekstremalnych)… Bo tylko to nam coś mówi o człowieczeństwie, skłania do przemyśleń, nie usypia. Sztuka nie ma usypiać, tylko pobudzać. Kim jest człowiek? Po co żyje? Dlaczego tak źle żyje? Trzeba się zbliżać do ukrytego. Do teatru idzie się po to, żeby zanurzyć się w sobie, poczuć coś, czego nie ma się odwagi poczuć w samotności, skonfrontować z demonami. Dlatego zawsze cieszy mnie widz zdenerwowany, bo to oznacza, że pojawiła się emocja, że włącza się mechanizm obronny. Wtedy mnie interesuje, przed czym jest ta obrona, na co nie ma zgody. Widz musi wyjść z teatru dotknięty tym, co zobaczył. Teatr to włożenie widelca w oko. (…)
Wiem, jak zrobić spektakl, który „będzie się podobał”. Tylko po co? Ja nie chcę się podobać. Nie po to robię teatr. Chcę eksplorować nowe obszary, nawet za cenę katastrofy. Poza tym trudno jest mówić o istotnych rzeczach, flirtując jednocześnie z publicznością.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,15764440,Maja_Kleczewska__Widelcem_w_oko.html

MNIEJSZY SKANDAL W SZTUCE

Mniejszy skandal w sztuce – jeśli w ogóle można go zmierzyć skalą zbiorowych oburzeń, społecznych protestów, medialnej intensywności, indywidualnych zgorszeń i pojękiwań – dotyczy najczęściej kwestii estetycznych. Przede wszystkim więc mówi o nim zainteresowane środowisko odbiorców.Bez wątpienia do takich skandali można zaliczyć muzyczny utwór Johna Cage’a z 1952 roku znany pod tytułem 4’33’’- co znaczy Cztery i pół minuty ciszy. Utwór ten to dokładnie 273 sekundy ciszy. W trzech częściach! Pianista siedzi nieruchomo przed klawiaturą fortepianu i nie gra – bo partytura składa się z samych pauz.
Utwór może być naturalnie wykonywany na dowolnym instrumencie. Najciekawsze są jednak wykonania orkiestrowe (sic!).

Jakkolwiek irracjonalnie to brzmi – Cage zrewolucjonizował historię muzyki najnowszej. Zwrócił uwagę na rolę ciszy w muzyce – pozornej ciszy, bo w istocie możemy się wtedy wsłuchać w całą gamę ultradzwięków, na które cywilizacyjnie jesteśmy już głusi, a co więcej, możemy wsłuchać się we własne wnętrze – choćby miała być to tylko praca jelit i bicie serca.
Zastanawia, że w Polsce o Cage’u mówi się bardzo niewiele.

WIELKI SKANDAL W SZTUCE

Wielki skandal w sztuce dotyczy najczęściej kwestii moralnych i religijnych. Rodzi się wtedy, gdy artysta podważa powszechnie przyjęte – choć już niekoniecznie powszechnie przestrzegane – zasady. Czasem wystarczy, że podda tylko w wątpliwość którąś z obowiązujących prawd – w przekonaniu, że jeśli istotnie prawdziwa – to przecież sama się obroni, ale najczęściej nie ma szans się o tym przekonać, bo jej fanatyczni obrońcy – w imię urażonych uczuć religijnych – nie chcą podobnego testu, ani zresztą żadnej innej formy konfrontacji. Co wyrażają poprzez ostry, nienawistny protest. Z wyjściem na ulicę włącznie i zabarykadowaniem wejść do teatrów – jak to miało miejsce przy okazji tegorocznego spektaklu Golgota Picnic Rodriga Garcii.
Jak można się domyślać – nikt nie dyskutował wtedy o treści – całą uwagę przenosząc na obraźliwą dla wielu formę ekspresji artystycznej. Duchową aktywność przedkładając nad powierzchowne gesty-manifesty. Ostatecznie cała medialna debata zwrócona była nie na dzieło zderzające renesansowe obrazy Pasji z pustką duchową współczesnych społeczeństw Zachodu i ich kulturą przemocy – a na dyskusję o cenzurze sztuki w ogóle. Co jest naturalnie jedyną pozytywną stroną całej awantury – ze szkodą jednak dla istoty spektaklu i trudnych pytań, na które wciąż nie daliśmy odpowiedzi.

Linki poniżej – lektura obowiązkowa.

http://wyborcza.pl/1,75475,16102880,Rodrigo_Garcia__Jestesmy_niewolnikami_swojego_dobrobytu.html

http://wyborcza.pl/1,76842,16231860,Co_mowi_Chrystus_w_spektaklu__Golgota_Picnic___Przeczytaj_.html

http://studioopinii.pl/urszula-glensk-teatr-przed-teatrem/

Dlaczego, skąd ta pasja – wyrażona tak dziwaczną figurą? – pyta Krystian Lupa- Być może powodem jest nasza wewnętrzna pustka, za to w stanie obrażenia stajemy się święci? Kiedy nic w tobie nie ma, musisz poszukać sobie wroga, aby być kimś. Nienawiść stanie się wtedy rdzeniem twojego jestestwa. Musisz wyjść na poszukiwanie Antychrysta, kiedy już nie masz w sobie żadnego innego ruchu. Bo to, co ci proponuje Rodrigo Garcia, jest – jak by nie było – próbą poszukiwania Boga, którego nie masz, który znowu stał się kimś obcym. Wolisz jednak poszukującego zamknąć za kratkami, albo spalić jako Antychrysta.

http://tygodnik.onet.pl/kultura/golgota-picnic-w-strupieszalym-swiecie/qg2c7

golgota-picnic

SKANDALICZNA NAGOŚĆ W SZTUCE

Paradoks wszystkich skandali z nagością w teatrze polega na tym, że przynależy ona tak samo silnie do wielu ważnych kodów kulturowych: seksualnych, erotycznych, religijnych czy obyczajowych. Nadzy jesteśmy gdy się rodzimy, umieramy, kochamy – a więc w najistotniejszych momentach życia, które jest przecież sztuki antycypacją.
Poprzez nagość w teatrze – jak zauważa Krystian Lupa – uznawany przez wielu za pornografa polskiego teatru – paradoksalnie docieramy do duszy ludzkiej. Tak rozumiana nagość staje się więc przede wszystkim aktem duchowym, nie cielesnym. Brakiem kostiumu, który często kojarzy się z przebieraniem, udawaniem – czyli kłamstwem ludzkich relacji.
Nagość w sztuce zawsze jednak pozostanie kontrowersyjna – bo tak jak w życiu – ma różne oblicza. Najtrudniejsza do przyjęcia jest wtedy, gdy staje się narzędziem poniżenia – fizycznego lub psychicznego. Jest wyrazem przemocy, lęku i wstydu. Na szczęście może też wyrażać wolność, bunt i przemianę.
W sztuce nagość bez wątpienia pełni rolę najskuteczniejszego czynnika zakłócającego odbiorczy spokój – co jeśli nie jest celem samym w sobie – może zintensyfikować artystyczne doznania; w przeciwnym razie – może je tylko zbanalizować.

https://www.facebook.com/pages/Notatnik-Teatralny/198855926796596

nagosc_notatnik_teatralny_nr_74_2013_2014

CO JEŚLI NIE TEATR

Teatr pozwala nam w możliwie bezpiecznych warunkach przetestować najtrudniejsze problemy zbiorowe i indywidualne. Jego aktywność zmierza zawsze tam, gdzie społeczeństwo. Często są to więc mroczne, groźne rejony. Jeśli się ich w porę nie rozpozna, nie oswoi – niechybnie przemienią się w demony.
Teatr jest więc formą psychoterapii. Przychodzimy do niego, by przejrzeć się jak w lustrze.
Ciekawie mówi o tym film biograficzny Marina Abramović: The Artist Is Present.
Kanwą filmu jest jej trzymiesięczny performens w nowojorskiej MoMa, gdzie artystka przez ponad 700 godzin siedziała nieruchomo w atrium – pozwalając zwiedzającym siadać naprzeciwko siebie i w bezruchu przeglądać się w jej oczach. Spotkanie wyzwalało nieprawdopodobnie silne, skrajne emocje – płacz, śmiech, poruszenie. Przez muzealne atrium w sumie przewinęło się 50 tys.osób. Jedni w roli uczestników, inni obserwatorów. To artystyczne zdarzenie pokazuje jak płynne są granice między sztuką a życiem. Pierwsza nie istnieje bez drugiego – i odwrotnie.

Koniecznie zobaczcie link poniżej!

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>