ONI W TEATRZE

ONI W TEATRZE!
Dramat Witkacego według Oskara Sadowskiego

To, co wydarzyło się ostatnio pod teatrem i w Teatrze Polskim we Wrocławiu
(Śmierć i dziewczyna w reż. E. Marciniak, 21.11.2015) miało swoją arcyważną duchową prapremierę dwa dni wcześniej!

W czwartek, 19 listopada 2015, na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego we Wrocławiu, dokładnie w 250-lecie Teatru Publicznego w Polsce, odbyło się performatywne czytanie ONYCH Witkacego w reżyserii Oskara Sadowskiego.

Witkacy 1

Jego ostatnie, świetne realizacje: Panien z Wilka i jeszcze wcześniejszych 120 dni Sodomy kazały nam oczekiwać kolejnego, niemal gotowego spektaklu. I dokładnie takiego zdarzenia doświadczyliśmy: wizualnie – hiperwitkacowskiego (zaprawionego mieszanką grzybków halucynogennych i wermutu); mentalnie – hiperaktualnego (z przerażającymi odgłosami manifestacji ONR-owców z przedednia na wrocławskim rynku, finalnie wyświetlonej na ekranie); scenicznie – w kategorii czytań – to reżyserski majstersztyk – prawie spektakl w dwóch i pół aktach.

Cacy Witkacy!

Sztuka napisana w 1920 roku brzmi teraz na scenie, za sprawą dramaturgii Małgorzaty Maciejewskiej, tak, jakby podopisywano jej współczesne frazy i osadzono w naszej najnowszej rzeczywistości, a raczej jej groteskowej surrealności; czym sam pisarz-wizjoner-katastofista nie byłby z pewnością zaskoczony. Przemieszało się kompletnie wszystko:fikcja i prawda, teatr i życie, my i oni, początek wieku tego i poprzedniego.
Dramat podniesiony został więc do kwadratu. Absurdalność i Realność wcale się tu nie wykluczają. Są jak rozdwojona jaźń po grzybach, jak dwie półkule jednego umysłu uciekającego przed kategorycznym zamknięciem w jednym ciele. Schizofrenia i rozszczepienie. Bóg i Demon. My i nasz Cień. Patos i Kpina. Polityka i Metafizyka.

Witkacy 2001

Na poziomie tekstu ten konflikt fenomenalnie realizuje się w dialogach Bałandaszka (Adama Szczyszczaja) znawcy sztuki najwyższej, przeestetyzowanego erotomana; według słów swojej kochanki:zawsze żądnego,okrutnego i kochanego jednocześnie; według didaskaliów: z rozdziałkiem w środku, znaczy we włosach) oraz Spiki (Anny Ilczuk) nienasyconej, a przez to wiecznie zmęczonej, pięknej, nadwrażliwej, strapionej bólem istnienia aktorki teatru pure nonsense, uczesanej wysoko z lokami po obu stronach).

Witkacy!!

Witkacy 4000

Dialogi pary kochanków – intensywizm ich metafizycznej i fizycznej penetracji podlega widocznym zintensyfikowaniu po zjedzeniu rzeczonych grzybów.Tę przemianę mile też doświadcza widz (za sprawą użytych od tej chwili mikropotrów więcej słyszy i widzi – znacząco poszerza mu się pole percepcji).
Dwa gigantyczne rzeźbione dogi (ukochane psy – dożki Bałandaszka) u wejścia do salonu nagle ożywają i ponadprzedmiotowo biorą odtąd udział w dramacie, potem pojawia się też gigantyczna małpa – na moment, ale jednak, choć nie mam pewności czy wszyscy widzieli, że taka wielka…

Witkacy 3

Witkacy 5000

Ten halucynogenny odlot ma swoją fazę szczytową. Orgazm artystyczny. Rewelacyjna video-projekcja Katarzyny Borelowskiej, kalejdoskop bardzo zmysłowych obrazów z wykorzystaniem między innymi wziernikowych i rentgenowskich technik diagnostyki medycznej: od fazy pocałunku do stosunku.

Mandala jak ta lala!

Witkacy 12

Sztuka według twardej doktryny Czystej Formy Witkacego – jest szczególną konstrukcją doznań zmysłowych Istnienia Poszczególnego symbolicznie utrwaloną w zespołach barw, dźwięków, kształtów – zawsze zrodzoną z niepokoju metafizycznego twórcy: indywidualnego doznania Jedności w Mnogości.
Piękno sztuki polega więc nie na arbitralnym uznaniu, które elementy są piękne, które już nie; bo to nie elementy same w sobie są piękne a stosunek tych elementów!

To przekonanie Witkacego dobrze przy okazji tłumaczy nieporozumienie zmanipulowanego tłumu spod teatru w dniu wspomnianej wrocławskiej premiery Śmierci i dziewczyny: seks na scenie – w przestrzeni teatralnej to zupełnie inna kombinacja znaków i sensów – niż seks w burdelu!
Pospolitość kolektywnej wyobraźni niebezpiecznie drażni i przeraża.

 

Forma Czysta nieoczywista!

Nieprzeciętna twórcza jednostka poszukując tych mnogich kombinacji – wzmaga metafizyczne wymagania – z góry zakładając ciągłe nienasycenie formą lub co jeszcze gorsze – wyczerpanie się wszystkich możliwych jakości zmysłowych, jakie jeszcze mamy do rozporządzenia. Aż strach pomyśleć – ale, jak przewidywał to Witkacy: Już dzisiaj jednostki obdarzone poczuciem Tajemnicy należą do wyjątków – reszta dojrzewa szybko do automatyzacji, uznając za sztukę tylko to, co potrąca o ich zainteresowania polityczne (patriotyzm, przebudowa społeczna).

Pilnie potrzebny okazał się więc teatr, który radykalnie odrzuci żądania życiowego prawdopodobieństwa, psychologicznej potoczności i domorosłej logiki, wprowadzi nas w stan niezbędny choćby do prób pojęcia Tajemnicy Istnienia – który rozsadzi i zakwestionuje powszechnie uznaną, niekwestionowalną, jedynie słuszną zasadę bytu:
W tym celu każdy twórca winien zdecydować się na możliwość zupełnie swobodnego deformowania życia lub świata fantazji dla celu stworzenia całości, której sens byłby określony tylko wewnętrzną, czysto sceniczną konstrukcją, a nie wymaganiem konsekwentnej psychologii i akcji według jakichś życiowych założeń.
Już dla współczesnych Witkacego – ryzykowne godzenie przez niego sprzeczności bytu – było prostą droga w stronę teatru absurdu. Irena Krzywicka w swoich Wyznaniach gorszycielki wprost o tym pisała:
książki jego (Witkacego) odkryto po Becketcie i Ionesco – tak, że mogą robić wrażenie z drugiej ręki, podczas gdy on był naprawdę pierwszy!

Witkacy 5

Bziki Narkotyki!

Godzenie sprzeczności bytu domagało się wyjścia poza ograniczenie własnego ciała, za to wejścia w przeciwstawne fazy osobowościowej omnipotencji:Boga i Demona. Rozdwojona jaźń miała gwarantować zintensyfikowanej osobowości dotarcie do Tajemnicy Istnienia – finalnie i absurdalnie doprowadza jednak – albo do absolutnej bezpłodności i dzikich urojeń rozleniwionego Bałandaszka  lub – wręcz przeciwnie – do dręczących, nękających złych przeczuć Spiki, zatruwających życie wszystkim dokoła.Zamiast więc mocarza przezwyciężającego dualizm ontologiczny leży przed nami w rozkoszy cudowny futerał absolutnego leniwca – Bałandaszek albo trup Spiki.

Tajemnica Istnienia pozostaje wciąż niewyjaśniona – o czym donosi w ostatnich frazach dramatu Ficia:
Nie ma zaświata. Ja sama już w nic nie wierzę. A żyć lak ciężko, tak okropnie ciężko.

Witkacy 8

 

Uno momento, pronunciamento!

Badacze twórczości Witkacego wspominają też o sekrecji niesłychanie rzadkiego u Witkacego gruczołu filozoficznego. Miał też bez wątpienia równie silnie przerośnięty gruczoł historiozoficzny i artystyczny. Genialny ekscentryk. Wizjoner. Jego radykalne teorie ocierają się często o kabotyństwo i błazenadę, bywają osobliwą mieszaninę geniuszu i kiczu, to znów skrzą zuchwałym eksperymentatorstwem, arcyzabawną groteską i złowieszczym katastrofizmem. Reakcjonista, awangardysta, pesymista i hiperbolista w jednym. Rasowy Pantagruelista: można „walić na całego” i zawsze jest za mało!

Jak przenieść tę perwersyjną mieszankę wybuchową na scenę – żeby nie uronić impetu i nie popaść w kabotyństwo lub, co gorsza, w kicz?

Potrzeba do tego – Monsieur Sadowskiego!

Reżyser za sprawą zachwycająco prostych środków zbudował wespół ze scenografką – Karoliną Pająk – wizualną przestrzeń jak z obrazów Witkacego.
Zbliżone konstrukcje form i (dys)harmonie kolorów, trójwymiarowe odczuwanie barw potęgowane natężeniem światła ( kontrasty i nasycenia); znajome zielenie, granaty i czerwienie.

W wizyjnych obrazach scenicznych bohaterów dużo czerwieni, fioletów, szmaragdu,czerni i bieli. Z jednej strony – cała jasna i szmaragdowa Hrabina Tremendosa (Anna Ilczuk), takiż sam Bałandaszek (Adam Szczyszczaj); z drugiej, przeciwnej – czarna jak nicość brunetka, do zatracenia zmysłowa szansonistka Rosika (Aldona Struzik) oraz demoniczna femme fatale, najstraszniejsza czerwona halucynacja (Marta Zięba w roli Halucynny), do tego dwaj czarni, mroczni niby Darth Vader panowie: pułkownik Melchior Abłoputo, minister wojny w Tajnym Rzeczywistym Rządzie (Dariusz Maj) i Seraskier Banga Tefuan, szalenie straszny wróg sztuki i prezes związku jej definitywnego zwalczania (Andrzej Szeremeta); a także – przepięknej urody kucharka, przyzwoicie i fioletowo ubrana Marianna Splendorek (Janka Woźnicka) i urocza dzierlatka Ficia (Sylwia Boroń). Jest jeszcze dżentelmen pierwszej klasy – Vigor Gamracy – dyrektor teatru, pan we fraku (Mikołaj Jodliński). Tych troje finalnie przeszło na stronę ONYCH.

Witlacy 100

Witkacy 101

W kompozycji sceny wyczuwa się tę samą osobliwą mieszankę artystycznej perwersji, rozpoznawalną deformację malarskich obrazów Witkacego:płynny kontur figury i fantasmagoryczne, kłębiące, groteskowe kształty wypełzające z tła, z(za)głów.
Ten zgrzyt Witkacy nazwałby pewnie napięciem kierunkowym – momentem metafizycznego zjednoczenia z Absolutem. Wyjściem poza krępujące granice: ciała i myśli. Poza maskę i pozór.

Zręcznie wykorzystał tę malarską strategię Witkacego Oskar Sadowski. Pozornie nawet stworzył ramę dla scenicznego obrazu – odgraniczając wyraźnie przestrzeń widza i aktora: girlandy tropikalnych kwiatów jak u Gauguina i czerwonokrwista kurtyna; tyle, że sceniczny, melodramatyczny trup Spiki z piekielnej farsy dell’arte przekroczył te ustalone ramy sztuki i życia i legł u naszych (widzów) stóp. I było śmiesznie, kiczowato i strasznie jednocześnie, mimo groteskowej scenerii, fajerwerków, sztucznego śniegu i nieprawdziwej krwi – absurdalny niepokój prawdziwy!!!

Witlacy 103

Witkacy 104

Witkacy 105Witkacy 106

Witkacy 107

Witkacy 1000

Wraz z groteskowymi fajerwerkami rozpadał się na kawałki cały świat.
Przyszli ONI! Ze swoim prezesostwem i wrogostwem sztuki! Przyszli tak, jak przepowiedziała kucharka, żeby nie było, że nie uprzedzała! Przyszli niszcząc w zarodku:
wszystkie w ogóle możliwości artystycznej perwersji, a więc kulfo i neokulfonizm, autopępkofagizm i pseudoinfantylizm… Zostaną tylko rzeczy podnoszące ducha społecznej dyscypliny i te, które mogą posłużyć do zużytkowania narodowych wartości jako miazgi, jako nawozu…

… nawozu dla powstania nowych transformacji bardziej ludzkich, a mniej, że tak powiem, bydlęcych, tych właśnie samych narodowych uczuć…

…Sztuka jest bezprawiem społecznym. Potwierdza i stwierdza, a nawet
zatwierdza wartość objawów indywidualnych, czyli osobowych, nieobliczalnych i przez to zgubnych…

…Teatr musi być też czynnikiem automatyzacji. Za pięć lat zmienimy wszystkie teatry w przytułki dla zidiociałych podrzutków…

…W ten sposób, idąc w Nieskończoność, przychodzimy do pojęcia Istoty Najwyższej, która musi być wcieleniem mechanizacji, szczytem automatyzmu, najautomatyczniejszym automatem. To jest nasze bósto…Ku temu dążymy i nic nas nie zatrzyma.

To jest teoria, a teraz praktyka!

 

Tym, którzy nie rozpoznali, donoszę, że powyższe fragmenty pochodzą z ONYCH Witkacego a wszelkie podobieństwa do wystąpień naszych aktualnych polityków, choć zdają się na wskroś absurdalne i przerażające, nie są jednak przypadkowe!!!

 

Uczestnicy czytania Witkacego według Oskara Sadowskiego przekonali się w dwójnasób jak realni są ONI. Rzeczywistość – jak Seraskier Banga Tefuan – drastycznie wkroczyła na scenę.

Witlacy!!!!
Przez pięć końcowych minut na dużym ekranie sceny oglądaliśmy zarejestrowaną manifestację ONR-owców przeciw uchodźcom, z paleniem kukły Żyda na wrocławskim rynku, pełną agresji i nienawiści wobec wszystkich Innych. Reżyser wyświetlił nagrany materiał, jeszcze gorący od obrzydliwych wyzwisk i złowieszczych haseł.
Dwa dni później ta sama grupa kordonem barykadowała wejście do teatru na spektakl Śmierć i dziewczyna. Tym razem Innymi byli Ci, którzy chcieli wejść do teatru i zobaczyć sztukę.
ONI przyszli już pod teatr. Są u bram. Przestrzeń wolności niebezpiecznie się zawęża. ONI są obok nas – z nas – w nas!?

z19210274V

safe_image.php

Kim są, skąd się biorą ONI? Jaka jest rola artystów i teatru wobec ONYCH? – to najważniejsze pytania, które domagają się odpowiedzi – dziś – w 250-lecie Teatru Publicznego w Polsce.

Witkacy groteskowo-hiperboliczny przestał być komiczny.

p.s. Oni  Witkacego stali się teraz szczególnie ważnym tekstem, doskonałym materiałem do międzyśrodowiskowej dyskusji . Dlatego uważam, że z wielu względów – artystycznych i społecznych – performatywny spektakl/czytanie Oskara Sadowskiego powinien na dłużej pozostać w repertuarze Teatru Polskiego, bo bardziej niż kiedykolwiek jest nam teraz pilnie potrzebny – nam - tak zwanej ludzkości w obłędzie.

 

Magdalena Chlasta-Dzięciołowska

 

 

Stanisław Ignacy Witkiewicz – ONI

reżyseria – Oskar Sadowski

dramaturgia – Małgorzata Maciejewska

scenografia – Karolina Pająk

wideo – Katarzyna Borelowska

kostiumy – Małgorzata Kłosowska

muzyka – Maciej Kuśnierz

asystentka reżysera – Alicja Szumańska

producent – Katarzyna Majewska

czytają: Sylwia Boroń, Anna Ilczuk, Aldona Struzik, Janka Woźnicka, Marta Zięba, Mikołaj Jodliński (gościnnie), Dariusz Maj, Adam Szczyszczaj, Andrzej Szeremeta

fot. NATALIA KABANOW

Czytanie towarzyszące ogólnopolskiej konferencji naukowej poświęconej problematyce twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza rozważanej w kontekstach filozoficznych i teatralno-filmowych, organizowane wspólnie z Uniwersytetem Wrocławskim. Dodatkowo czytanie odbywa się w dniu 250. rocznicy powstania teatru publicznego w Polsce.

 

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>