FROM WROCLOVE WITHOUT LOVE

Strzępka1Po zwycięskiej, wrocławskiej aplikacji prof. Adama Chmielewskiego - Przestrzenie dla Piękna, która zachwyciła całą Europę – sama doznałam gwałtownego twórczego impulsu i ściśle w ramach jej założeń– wymyśliłam projekt The Right to Art.

Jego ideą było stworzenie szeroko rozumianego Teatru Dyskusyjnego, przeniesienie istotnych, społecznie ważnych rozmów o repertuarze wrocławskich teatrów w przestrzeń publiczną,gdzie można swobodnie, nieformalnie rozmawiać o sensie życia i tworzenia.

Z gotowym projektem pobiegłam do wrocławskich urzędów zajmujących się kulturą. Zanim zostałam przyjęta – o Adamie Chmielewskim nikt już nawet nie wspominał – a szefowanie biurem ESK przechodziło z rąk do rąk.
Chciałam jeszcze wtedy wierzyć w istotne powody takiego obrotu sprawy.

Naiwnie liczyłam chociaż w ciągłość aplikacyjnej idei (dostępnej w pdf na 122 stronach).
Jak mantry wyryte miałam w głowie wzniosłe frazy aplikacji o rozwoju publiczności i urzeczywistnianiu uczestnictwa wszystkich mieszkańców Wrocławia w kulturze:

Zabiegając o status Europejskiej Stolicy Kultury, chcemy się przeciwstawić instrumentalizacji dóbr kultury i sztuki oraz zaprzęganiu ich w służbę innych celów, zwłaszcza ekonomicznych. Sądzimy, że życie pozbawione obcowania z dziełami autentycznej sztuki jest życiem zubożonym i niepełnym.

Mając pełną świadomość związków między ekonomią i kulturą, a także tego, że kultura może
funkcjonować jako czynnik sprzyjający rozwojowi gospodarki, jesteśmy przekonani, że dzieła
kultury i sztuki, a także sam proces ich tworzenia, mogą odgrywać mobilizującą rolę, gdy są traktowane jako dobra autoteliczne, nieredukowalne do innych.

Wierzymy, że żywa kultura i autentyczne dzieła sztuki mogą powstawać tylko wtedy, gdy powstają w warunkach prawdziwej wolności od presji gospodarczych, politycznych i światopoglądowych. Doceniamy piękno wolności, opowiadamy się za wolnością piękna.

I jeszcze choćby tylko to: - ” Nulla ethica sine aesthetica!”.

Polecam całość w lekturze – bo z pewnością nie doświadczymy tego nigdy w życiu!

W urzędach usłyszałam jednak coś kompletnie innego; że nikt nie potrzebuje teatru dyskusyjnego – tylko elitarnego – czyli ładnego (!), do którego się chodzi ładnie(!) ubranym . A dyskusyjne to są jedynie kluby filmowe – i mój dziwny projekt…

Optymistyczna natura pozwoliła mi nie stracić zupełnie wiary – i pobiegłam na spotkania związane z poszczególnymi kuratorami organizowane przez biuro ESK w kinie Nowe Horyzonty – w nadziei otrzymania sensownych informacji o zapowiadanych grantach.

Efekt: żadnych konkretów, mgliście jedynie – i to już wyłącznie – o mikro, by nie rzec, o nano-granatach.

Uczepiłam się wtedy ostatniej nadziei: Robert Palmer. Największy międzynarodowy autorytet w zakresie projektu Europejskich Stolic Kultury- przyjechał właśnie do Wrocławia i był gościem Jacka Żakowskiego na spotkaniu Społecznej Akademii Kultury.

Palmer wystąpił z dynamicznym, krytycznym i stanowczym raportem:
konieczne sa zmiany podejścia w zarządzaniu wrocławską kulturą. I dalej mówił z autentycznym przejęciem: „żyjemy w czasach gwałtownych przemian – dlatego jest dla mnie niepojęte, że podmioty odpowiedzialne za kształtowanie polityk kulturalnych, planowanie kultury, praktyki kulturalne, projekty kulturalne, zdają się chować głowy w piasek, kiedy przychodzi przemyśleć ich działanie na nowo!
( nagranie dostępne na youTube – Jaka ESK ma sens?).

Raport miał zgasić nieznośne samozadowolenie wrocławskich urzędników odpowiedzialnych za ESK. Nie ugasił. W urzędniczej schizofrenii – gdzie głoszone idee zupełnie rozchodzą się z ich realizacją – nikt z lokalnych władz nie zauważa na przykład sprzeczności pomiędzy pomysłem zorganizowania w 2016 roku wielkiej Teatralnej Olimpiady – a próbami urzędniczego wyeliminowania w tym czasie najcenniejszych ludzi, którzy od lat budują we Wrocławiu – wraz z całym zespołem – teatr artystyczny, absolutnie pierwszoligowy, nagradzany w kraju i na świecie. Mam oczywiście na myśli dyrektora Teatru Polskiego – Krzysztofa Mieszkowskiego.

Piszę o tym w związku z całym gigantycznym, żenującym, (nie)kulturalnym zamieszaniem – jakiego jesteśmy świadkami od ponad tygodnia (wszczęciu postępowania odwoławczego wobec Krzysztofa Mieszkowskiego przez Urząd Marszałkowski).

Piszę dziś o tym również dlatego, że w mojej małej, krótkiej historii The Right to Art postać dyrektora Teatru Polskiego okazała się kluczowa.
Bo to ostatecznie Krzysztof Mieszkowski wysłuchał mój pomysł i zarekomendował ideę The Right to Art w formalnym piśmie do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Stamtąd potem otrzymałam stypendium na jego realizację: czyli na zaktywizowanie wrocławskiego środowiska poprzez szerokie, okołoteatralne działania Teatru Dyskusyjnego; na zainicjowanie ważnych rozmów o sztuce i życiu w wielu nieformalnych miejscach miasta, tak, żeby teatr mógł stać się istotnym medium społecznej komunikacji dla jeszcze szerszych kręgów wrocławian .
Dokładnie tak, jak o tym mówi zwycięska aplikacja ESK w punkcie: przeciw komodacji kultury! Innymi słowy: Wszyscy mamy prawo do sztuki – The Right to Art.!

Takie doświadczenia własne, napisane tu zaledwie skrótowo i oszczędnie dramaturgicznie, choć w moim wypadku szczęśliwym trafem zakończone – uruchomiło lawinę niechcianych, spychanych dotąd w podświadomość obrazów i myśli, że Wrocław jako zwycięskie miasto, trwa w jakimś nieznośnym, narcystycznym samozadowoleniu i poczuciu wyjątkowości, gdy tymczasem urzędnicza rzeczywistość i polityka kulturalna temu przeczy.

Eliminuje się kolejnych, ważnych ludzi nauki i kultury ( dziś prof. Chmielewski zapraszany jest na wykłady do Warszawy i dalej w świat, dyrektor Mieszkowski karany jest odwołaniem za jeden z najlepszych teatrów w Polsce; twórcy i aktorzy – niepostrzeżenie uciekają do Warszawy (Kinga Preis, Krzysztof Dracz, Monika Strzępka, Paweł Demirski) albo do Krakowa (Marcin Czarnik, Michał Majnicz). Wszyscy oni kierowali się wyłącznie kryteriami finansowymi, bo za gaże – do bólu oszczędne – nie dało się tu godnie żyć.

Paradoks wrocławskiego Teatru Polskiego polega na tym, że swoją ogromną, artystyczną potencją – z jednej strony – przyciąga wybitnych aktorów i twórców ( gigant teatru – Krystian Lupa – związał się z Teatrem Polskim – jako jedynym w Polsce, z Dramatycznego przyszedł na etat Andrzej Szeremeta, współpracuje też obecnie z Polskim Jan Frycz) – a swoją skrajną, permanentnie deficytową kondycją finansową – z drugiej strony – ich odpycha.
By wspomnieć Monikę Strzępkę i Pawła Demirskiego – odważny duet reżysersko-dramaturgiczny, twórców wystawianej wciąż w teatrze Tęczowej Trybuny 2012. Oni chcieli na stałe związać swoje twórcze i prywatne życie z Wrocławiem, kupili tu mieszkanie, teraz się wyprowadzają do Warszawy – z tych samych, bazowych – finansowych powodów.

Nie chcę myśleć, że za nimi pójdą za moment inni, bo jeśli odbierze im się – prócz resztek pieniędzy – jeszcze możliwość i radość tworzenia – może im nie starczyć miłości do Wrocławia, który sam ich nie kocha.From Wrocław without love!
I słusznie zostaniemy okrzyknięci stolicą niewiadomoczego – kpiny – bzdury – bo przecież nie kultury!

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>