DAJ SIĘ PORWAĆ!

 

czyli JAK CAŁKOWICIE ZNIKNĄĆ

w reżyserii Przemysława Wojcieszka

Moment decyzyjny. Fenomenalnie uchwycony. Z wszystkimi wewnętrznymi wahaniami.Metro. Spojrzenia. Zainteresowanie.Kto z nas nie zna tych chwil – w różnych sytuacjach naszego życia – kiedy stawiamy sobie pytanie: wejść czy wycofać się. Obchodzimy coś dookoła, pozornie omijamy, niby przypadkiem potem wracamy. Z sercem rozsadzającym trzewia. Czasem uprawiamy taką grę godzinami, latami, czasem całe życie.

Ile razy zaniechaliśmy pójścia za kimś, kto inaczej niż inni zwrócił naszą uwagę – wracając potem do tych wspomnień jak do najintymniejszych doznań? Ile razy mieliśmy ochotę całkowicie zniknąć, rozpłynąć się, na moment zapomnieć o naszych ograniczeniach, obowiązkach i przeszkodach. I co się zdarzy, jeśli jeden jedyny raz – z jakiegoś powodu – nie zatrzymamy się jak zawsze w tym samym momencie. I pójdziemy za fascynującą nieznajomą w nieznajome miejsca? Na podobieństwo Gerdy za Małą Rozbójniczką.

Duże miasto tętni swoim nocnym życiem. Rejony, w które nigdy się nie zapuszczaliśmy, otwierają teraz przed nami swoje tajemnicze przestrzenie. A czynią to wabiąc swoim rytmem. Który początkowo niby atakuje – aż do chwili, kiedy zaczynamy na niego odpowiadać skrępowanym dotąd, zamrożonym ciałem. Potem już płyniemy jego nurtem. Muzyka transując umysł – odwołuje się do zmysłów. Inaczej niż dotąd pracują nasze mięśnie, inaczej wygina się szyja, unoszą się ręce, pulsuje ciało.

Uwolnienie ciała wydaje się być więc najistotniejsze. Stąd bohaterki w swojej nocnej, berlińskiej przygodzie wkraczają ,wciąż jeszcze z dziewczyńskim wygłupem, między jednym a drugim nocnym klubem – przy pomocy jednego klucza – do różnych takich miejsc, które być może za dnia wyglądają mniej magicznie, ale teraz stanowią przestrzeń przemienienia: pracownia projektanta mody, przydomowy basen czy sala prób baletu.

Odtąd obowiązuje wyłączne prawo rytmu – żadnego zamierzonego ruchu, konkretnego celu, praktycznego przemieszczania się – za to uczucie wzmagającego się radosnego upojenia istnieniem. Afirmacja. Uniesienie. To ważny moment – jakiejś absolutnej naszej depersonalizacji – co zwykle nazywamy banalnym zatraceniem – z którego tu, w filmie (paradoksalnie?) rodzi się życiodajna siła.

Z tej fascynacji zrodziła się miłość a potem erotyczne pożądanie. Nastąpiło też zaskakujące odwrócenie ról bohaterek. Przemiana dokonana. Intensywna, parogodzinna historia kończy się razem z nocą.
Jak po nieprzyzwoicie drogiej kolacji w Ritz Carlotn czy po zwykłej filiżance espresso w bistro albo w przydworcowym bufecie – zawsze trzeba zapłacić rachunek; tak samo po wspólnych godzinach zafascynowania przychodzi podobny moment. Zwykle mówimy o tym: trzeba ponieść konsekwencje. Tyle, że ponosimy je nie tylko wtedy gdy w coś wchodzimy, ale również wtedy, gdy tego nie zrobimy. Szczególnie kłopotliwa kwestia gdy w historii bierze udział więcej niż jedna osoba. Co jedną uwalnia – drugą najczęściej zniewala.

Film Przemysława Wojcieszka jest zmysłowy, energetyczny, pulsujący miastem, nocą i emocjami. Radykalny formalnie – fantastyczny aktorsko. Kobiece role – Agnieszki Podsiadlik i Pheline Roggan są nieprawdopodobnie sugestywne i wyraziste, co dodatkowo jeszcze potęgują zbliżenia twarzy rejestrujące całą gonitwę myśli i odczuć. Na bardzo krótko pojawił się Tomasz Tyndyk. A właściwie jego energia! Pierwotna. Organiczna. Orgiastyczna. Wszedł jak Dionizos. Chwilowe eksplozje emocji, wybuchające między bohaterami w różnych miejscach miasta wiązane są w całość zjawiskową muzyką Julii Marcell, za którą uwiedziony widz podąża w głąb filmu i siebie. Do tego świetne zdjęcia Weroniki Bilskiej i śmiały montaż całości Michała Poddębniaka – wszystko to daje wrażenie spotęgowanej energii opowieści – bez konieczności rozbudowania dialogów. To ostatecznie sprzyja bardzo indywidualnemu, intymnemu odbiorowi filmu i wpisaniu sobie samemu znajomej narracji.

Jak całkowicie zniknąć pokazuje jak nieobliczalnym medium jest kino, jeśli potraktować je przede wszystkim jako nośnik złożonych, nieoczywistych emocji. Czyli konceptualnie. Odautorsko. Można powiedzieć eseistycznie. Odwracamy wtedy uwagę od narzuconej fabuły. Bo w istocie nie o spójność w przedstawieniu świata wtedy chodzi – a o jego destrukcję, która nie lubi oczywistości ani w życiu, ani w sztuce.

Doskonały materiał do dyskusji zainicjowanej wcześniej w teatrze przez Przemysława Wojcieszka: Cokolwiek się zdarzy, kocham cię

Relacja ze spotkania i dyskusji – już wkrótce.

jak 2

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>