From Zdarzenia

ARTYSTYCZNY WYSKOK TEATRU DO KINA

Wyjście teatru do kina jest dziś już tak samo oczywistym artystycznym wyskokiem – jak obecność kina (videoprojekcji) w teatrze. Współczesny teatr bywa często bardzo filmowy. Tę nową teatralną jakość wymuszają wszechobecne technologie cyfrowe, które stały się absolutnie nieodwracalną częścią naszego życia – a więc i sztuki.

Efektem wzajemnego podglądania i inspirowania jest więc przede wszystkim – obok poszerzenia artystycznego i wizualnego – poszerzenie ideowe. Można śmiało rzec: rodzą się z tego – dosłownie i w przenośni – Nowe Horyzonty – gdzie kino i teatr schodzą się często ze sobą i ostro dyskutują o współczesności.

Teatr zainfekowany kinem – i odwrotnie – jest więc odpowiedzią sztuki – jej swoistego systemu immunologicznego – na techniczne możliwości Hight Definition wobec jej śmiałych poszukiwań, zuchwałych pytań i zaskakujących transgresji.

Nie dziwi więc wyjście teatru do kina, szczególnie na festiwal Nowe Horyzonty 2014. Zresztą już w zeszłym roku – w programie Strefa Kina – znalazła się kategoria Kinoteatr. Wrocławski Teatr Polski wystąpił tam ze spektaklem Kliniken/miłość jest zimniejsza niż śmierć – inspirowanym m.in.twórczością Rainera Wernera Fassbindera oraz przetworzonej w duchu jego filmów sztuki Larsa Norena w reżyserii Łukasza Twarkowskiego.

W tym roku mieliśmy m.in. możliwość obejrzenia światowej premiery filmu Przemysława Wojcieszka Jak całkowicie zniknąć, który wzbudził naturalne zainteresowanie zarówno kinomanów – jak i teatromanów – bo reżyserię Wojcieszka znamy zarówno z awangardowego teatru, jak i z niezależnego, radykalnego i eksperymentującego kina.

Zdarzało się parokrotnie w artystycznych działaniach Wojcieszka, że filmowy scenariusz – jak na przykład: Made in Poland - został najpierw wystawiony w teatrze ( Legnica, 2004), by po sześciu latach – historię byłego ministranta, a wkrótce totalnie rozwścieczonego skinheada o wdzięcznym imieniu: Boguś Kowalski z wytatułowanym „fuck off” na czole – opowiedzieć raz jeszcze poprzez film właśnie.

Albo odwrotnie – historię początkowo poprzez film opowiedzianą – jak: W dół kolorowym wzgórzem z 2004 roku – wystawić dwa lata później na scenie teatralnej pod tytułem Osobisty Jezus (Legnica, 2006).

Jeszcze bardziej złożenie rzecz się miała ze spektaklem Cokolwiek się zdarzy, kocham cię – wystawionym przez Wojcieszka w 2005 roku (warszawski TR). Powstał on na podstawie jego nie zrealizowanego scenariusza filmowego, do którego potem autor chciał wrócić poprzez kino – niestety bez powodzenia – chyba, że film Jak całkowicie zniknąć uznać za jemu powinowaty – ideowo, bo formalnie mamy do czynienia z czymś absolutnie oryginalnym, do niczego, co Wojcieszkowe, niepodobnym!

Jak całkowicie zniknąć jest afabularny, wrażeniowy, sensualny, liryczny. Od dialogów bohaterów ważniejsze są w nim odgłosy nocnego miasta, głośnego jak Berlin, kolorowego jak Berlin, uwodzicielskiego jak Berlin – poprzez swoją intymną nocną topografię gwarantujący przestrzeń wolności indywidualnej, wyjęcie postaci z historycznych kontekstów, wręcz wyabstrahowanie ich dusz z realności dnia. Konkretnego czasu i przestrzeni.

W filmie obowiązuje prawo rytmu, pulsu miasta, energii miejskiej przestrzeni, muzyki nocnych klubów. Podążamy za obrazami, które jednak nie tyle napędzają fabułę, co ją intymnie pogłębiają. To podróż przede wszystkim wewnętrzna. Zmysłowa. Pozwala więc tak samo reżyserowi – jak i widzowi – rozwinąć własny język opowiadania i odpowiadania impresjami – a więc impulsami wewnętrznymi, które pochodzą z receptorów naszych zablokowanych często ciał.

W trakcie spotkania z reżyserem zaraz po premierowej projekcji na Nowych Horyzontach – trudno było tak od razu rozmawiać o obejrzanym filmie, bo to wymagało natychmiastowego przestawienia się z trybu zmysłowego, któremu jakoś niepostrzeżenie ulegliśmy (!)- na tryb pojęciowy, rozumowy, konceptualny – w którym czujemy się zdecydowanie pewniej, tyle, że na ten moment zostaliśmy zeń wybici, co nas zwyczajnie zdezorientowało. Jedni ten stan celebrowali, inni go ukrywali.

I w gruncie rzeczy było to bardzo cenne doświadczenie. Zostaliśmy wytrąceni ze swoich ról, w których mamy gotowe, po wielokroć wcześniej powtarzane, przekonania na każdy temat, o miłości przede wszystkim!

Tyle, że obraz miłości Gerdy i Małej Rozbójniczki, Polki i Niemki – w żaden sposób nie jest oczywisty. Może słabo znam się na rzeczy, ale dla mnie to nie jest romans lesbijski – a film o miłości – pięknej lecz (bo) niemożliwej! Ale dla życia duszy – albo wnętrza – jak wolą inni – ożywczej. Miłości przygodnej, ale nie przypadkowej. Krótkiej, ale zmieniającej całe życie.

Bez wątpienia ten rodzaj impresyjnej narracji poprzez grę świateł, dźwięków, barw dużo łatwiej prowadzi się narzędziami filmowymi, choć skądinąd wiemy, że Wojcieszek eksperymentował nimi – z powodzeniem w teatrze, by wspomnieć choćby: Cokolwiek się zdarzy , kocham cię – nie tyle więc chyba chodzi o narzędzia, co o zdecydowanie szersze pole do eksperymentu. Kino – film – jako sztuka masowa, ma szansę – nawet ta niszowa – być obejrzana przez widza zbiorowego – dopowiada . A to naturalną koleją rzeczy wpłynie na powstanie odważnego polskiego kina polemicznego, na które wciąż brak zgody w decydenckim środowisku polskiej kinematografii.

Wojcieszkowi chodzi o stworzenie ważnego filmowego obrazu, eksperymentującego formą, po to, by rozbudzić emocjonalną gorączkę, sprowokować autentyczny międzyludzki dialog, skonfrontować nas pojedynczo, jednostkowo z ważnymi tematami: Ferment w kinie polskim wydaje mi się dużo słabszy, niż w teatrze, co nie jest dobre – przekonuje reżyser – i zabiera się za kolejne filmy.

Każdorazowo szuka przy tym możliwie oryginalnych sposobów, jakie w danym momencie może uruchomić – tylko po to, by wybić odbiorcę ze znanych, wygodnych, przewidywalnych, oczywistych narracji i ich interpretacji: Nie jestem od tego, żeby się podobać! – powtarza – nawet wtedy, jeśli się podoba! Wie, jak zrobić filmy i spektakle, które mogą się podobać, tylko po co?

Wojcieszek dialoguje ze sztuką – łączy teatralno-filmowe poszukiwania – potwierdzając tym, że ich istotą nie jest kategoryczne opowiedzenie się formalne, ile naturalne poszerzenie gatunkowe, gwarantujące twórczą swobodę i autentyczny dialog z odbiorcą, nawet za cenę estetycznej poprawności i odbiorczej konfuzji.

Za każdym razem podejmuje istotne, trudne, ważne tematy, które mają to do siebie, że uporczywie wracają – tym dotkliwiej, im silniej próbujemy wyprzeć je ze świadomości, uwolnić się od nich w przekonaniu, że nas nie dotyczą.

Nasze wstydliwe historie zbiorowe i prywatne, kompleksy narodowe i seksualne, zaściankowa mentalność, zawistna natura, bezrefleksyjna religijność, homofobia, nienasycona żądzą posiadania rzeczy, ludzi i racji. Neurotyczność, depresyjność, samotność, z której wolimy uczynić chorobę albo demony – byle się z nimi nie skonfrontować jak z żywą, prawdziwą, nawet jeśli mroczną, częścią naszego życia.

W spotkaniu i rozmowie widzów po projekcji Jak całkowicie zniknąć
w Cocofli 28 lipca 2014 r.
udział wzięli: reżyser- Przemysław Wojcieszek, producentka filmu – Katarzyna Majewska, autorka zdjęć – Wera Bilska, kompozytorka muzyki- Julia Marcell oraz montażysta – Michał Poddębski.

p.s. wyjaśniam co kryje się za skrótem nazwy miejsca spotkania: COCOFLI
(za Leszkiem Kołakowskim): Coexistance, Cooperation, Friendship, Love, Identity.

jak całkowicie zniknąć - strona

Share Button

DAJ SIĘ PORWAĆ!

 

czyli JAK CAŁKOWICIE ZNIKNĄĆ

w reżyserii Przemysława Wojcieszka

Moment decyzyjny. Fenomenalnie uchwycony. Z wszystkimi wewnętrznymi wahaniami.Metro. Spojrzenia. Zainteresowanie.Kto z nas nie zna tych chwil – w różnych sytuacjach naszego życia – kiedy stawiamy sobie pytanie: wejść czy wycofać się. Obchodzimy coś dookoła, pozornie omijamy, niby przypadkiem potem wracamy. Z sercem rozsadzającym trzewia. Czasem uprawiamy taką grę godzinami, latami, czasem całe życie.

Ile razy zaniechaliśmy pójścia za kimś, kto inaczej niż inni zwrócił naszą uwagę – wracając potem do tych wspomnień jak do najintymniejszych doznań? Ile razy mieliśmy ochotę całkowicie zniknąć, rozpłynąć się, na moment zapomnieć o naszych ograniczeniach, obowiązkach i przeszkodach. I co się zdarzy, jeśli jeden jedyny raz – z jakiegoś powodu – nie zatrzymamy się jak zawsze w tym samym momencie. I pójdziemy za fascynującą nieznajomą w nieznajome miejsca? Na podobieństwo Gerdy za Małą Rozbójniczką.

Duże miasto tętni swoim nocnym życiem. Rejony, w które nigdy się nie zapuszczaliśmy, otwierają teraz przed nami swoje tajemnicze przestrzenie. A czynią to wabiąc swoim rytmem. Który początkowo niby atakuje – aż do chwili, kiedy zaczynamy na niego odpowiadać skrępowanym dotąd, zamrożonym ciałem. Potem już płyniemy jego nurtem. Muzyka transując umysł – odwołuje się do zmysłów. Inaczej niż dotąd pracują nasze mięśnie, inaczej wygina się szyja, unoszą się ręce, pulsuje ciało.

Uwolnienie ciała wydaje się być więc najistotniejsze. Stąd bohaterki w swojej nocnej, berlińskiej przygodzie wkraczają ,wciąż jeszcze z dziewczyńskim wygłupem, między jednym a drugim nocnym klubem – przy pomocy jednego klucza – do różnych takich miejsc, które być może za dnia wyglądają mniej magicznie, ale teraz stanowią przestrzeń przemienienia: pracownia projektanta mody, przydomowy basen czy sala prób baletu.

Odtąd obowiązuje wyłączne prawo rytmu – żadnego zamierzonego ruchu, konkretnego celu, praktycznego przemieszczania się – za to uczucie wzmagającego się radosnego upojenia istnieniem. Afirmacja. Uniesienie. To ważny moment – jakiejś absolutnej naszej depersonalizacji – co zwykle nazywamy banalnym zatraceniem – z którego tu, w filmie (paradoksalnie?) rodzi się życiodajna siła.

Z tej fascynacji zrodziła się miłość a potem erotyczne pożądanie. Nastąpiło też zaskakujące odwrócenie ról bohaterek. Przemiana dokonana. Intensywna, parogodzinna historia kończy się razem z nocą.
Jak po nieprzyzwoicie drogiej kolacji w Ritz Carlotn czy po zwykłej filiżance espresso w bistro albo w przydworcowym bufecie – zawsze trzeba zapłacić rachunek; tak samo po wspólnych godzinach zafascynowania przychodzi podobny moment. Zwykle mówimy o tym: trzeba ponieść konsekwencje. Tyle, że ponosimy je nie tylko wtedy gdy w coś wchodzimy, ale również wtedy, gdy tego nie zrobimy. Szczególnie kłopotliwa kwestia gdy w historii bierze udział więcej niż jedna osoba. Co jedną uwalnia – drugą najczęściej zniewala.

Film Przemysława Wojcieszka jest zmysłowy, energetyczny, pulsujący miastem, nocą i emocjami. Radykalny formalnie – fantastyczny aktorsko. Kobiece role – Agnieszki Podsiadlik i Pheline Roggan są nieprawdopodobnie sugestywne i wyraziste, co dodatkowo jeszcze potęgują zbliżenia twarzy rejestrujące całą gonitwę myśli i odczuć. Na bardzo krótko pojawił się Tomasz Tyndyk. A właściwie jego energia! Pierwotna. Organiczna. Orgiastyczna. Wszedł jak Dionizos. Chwilowe eksplozje emocji, wybuchające między bohaterami w różnych miejscach miasta wiązane są w całość zjawiskową muzyką Julii Marcell, za którą uwiedziony widz podąża w głąb filmu i siebie. Do tego świetne zdjęcia Weroniki Bilskiej i śmiały montaż całości Michała Poddębniaka – wszystko to daje wrażenie spotęgowanej energii opowieści – bez konieczności rozbudowania dialogów. To ostatecznie sprzyja bardzo indywidualnemu, intymnemu odbiorowi filmu i wpisaniu sobie samemu znajomej narracji.

Jak całkowicie zniknąć pokazuje jak nieobliczalnym medium jest kino, jeśli potraktować je przede wszystkim jako nośnik złożonych, nieoczywistych emocji. Czyli konceptualnie. Odautorsko. Można powiedzieć eseistycznie. Odwracamy wtedy uwagę od narzuconej fabuły. Bo w istocie nie o spójność w przedstawieniu świata wtedy chodzi – a o jego destrukcję, która nie lubi oczywistości ani w życiu, ani w sztuce.

Doskonały materiał do dyskusji zainicjowanej wcześniej w teatrze przez Przemysława Wojcieszka: Cokolwiek się zdarzy, kocham cię

Relacja ze spotkania i dyskusji – już wkrótce.

jak 2

Share Button

WIDZ WYEMANCYPOWANY

WIDZ WYEMANCYPOWANY
CHCE SWOBODNIE PORUSZAĆ SIĘ
PO ŚWIECIE WSPÓŁCZESNEJ SZTUKI
LUBI SAMODZIELNIE DOCHODZIĆ DO SENSÓW
CZĘSTO WBREW KRYTYKOM I RECENZJOM
MA OCHOTĘ ZWYCZAJNIE PO SPEKTAKLU CZY SEANSIE
POGADAĆ O SZTUCE
TAK JAK ROZMAWIA O ŻYCIU

 

THE RIGHT TO ART
zaprasza
do Cocofli – ul. Włodkowica 9
na cykl spotkań o sztuce i życiu

 

cocofli

najbliższe spotkania organizowane są pod hasłem: TEATR IDZIE DO KINA

28.07.2014 (poniedziałek) godz. 19.00
Do wspólnej rozmowy po premierowej projekcji filmu „Jak całkowicie zniknąć” włączy się jego twórca – Przemysław Wojcieszek oraz producentka filmu Katarzyna Majewska.
O niezależności w teatrze, kinie i życiu. Kontestacji. Radykalizmie. Wolności. Wykluczeniu. Twórczym eksperymencie i mocnym przekazie sztuki.
p.s. „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię”

31.07.2014 (czwartek) godz. 15.30
Spotkanie wokół „Antychrysta” Larsa von Thiera – wspólna rozmowa – w towarzystwie psychoseksuologa – o przekraczaniu granic w życiu i sztuce.
O nagości.Wstydzie. Depresji. Toksycznych związkach. Kiczu. Artystycznej prowokacji. Skandalu. Cenzurze w sztuce i „Golgocie Picnic”.
„Nie mówię wam, byście rzucali się z okna. Mówię wam, byście skoczyli wewnątrz was samych”

02.08. 2014 ( sobota) godz. 15.30

Spotkanie w związku z „Baalem” Volkera Schlondorffa. Rozmowa o typach kompulsywnych, neurotycznych i żarłocznych – w kwestii życia i tworzenia.
Mówić będą o tym aktorzy, twórcy i wszyscy, którym temat bliski. O nieokiełznanych namiętnościach i samotności.O „Kliniken”. Fassbinderze. Stymulantach. Antydepresantach.
I dlaczego „miłość jest zimniejsza niż śmierć”. Co jest normą – a co chorobą. I dlaczego normalni są najgorsi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Share Button

THE RIGHT TO ART

Sztuka teatru dotyczy nas wszystkich

THE RIGHT TO ART – to zapowiedź śmiałego wyjścia repertuarowego teatru w przestrzeń publiczną – gdzie swobodnie można wyrazić  własne okołospektaklowe przeżycia, wymienić poglądy, poszerzyć kompetencje oraz sprzeciwić się wszelkiej formie zniewolenia i opresji.

Wystarczy trochę naszej zuchwałości i odwagi, by rozwinąć własne, twórcze kompetencje doświadczania wydarzeń artystycznych w konfrontacji z zaskakującymi często sposobami ich scenicznego opowiadania.Pozbyć się odbiorczej bezradności i zakłopotania.Dołączyć w szeroko rozumiany – trochę przewrotnie tu nazwany – TEATR DYSKUSYJNY.

Ogólnospołeczny.  Wielośrodowiskowy. Interdyscyplinarny.

THE RIGHT TO ART – wykorzystuje teatr jako medium. Podkreśla potrzebę nieustannego dialogu życia ze sztuką. Najlepszą z możliwych twórczą formę ogólnoludzkiej komunikacji. Nie musimy przecież być artystami, by mieć nieograniczone prawo do sztuki. Wystarczy być aktywnym, wyemancypowanym widzem, podjąć wysiłek dochodzenia do sensów samodzielnie, aby raz na zawsze uwolnić się od cudzych ocen, arbitralnych sądów i nonszalanckich recenzji.

Sztuka to niezbędna przestrzeń wolności. Otwarcia.Transformacji.Tłumaczy naszą współczesność, kształtuje tożsamość, testuje najtrudniejsze ludzkie problemy- te społeczne, jednostkowe, intymne.

Sztuka nie jest samowystarczalna. Potrzebuje społeczeństwa – tak jak społeczeństwo potrzebuje sztuki. W tym sensie możemy przestać traktować teatr wyłącznie elitarnie – jako odseparowane środowisko twórców i badaczy.

Sztuka teatru dotyczy nas wszystkich.

600px-Augusto_Boal_nyc5

Share Button