From Zdarzenia

ONI W TEATRZE

ONI W TEATRZE!
Dramat Witkacego według Oskara Sadowskiego

To, co wydarzyło się ostatnio pod teatrem i w Teatrze Polskim we Wrocławiu
(Śmierć i dziewczyna w reż. E. Marciniak, 21.11.2015) miało swoją arcyważną duchową prapremierę dwa dni wcześniej!

W czwartek, 19 listopada 2015, na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego we Wrocławiu, dokładnie w 250-lecie Teatru Publicznego w Polsce, odbyło się performatywne czytanie ONYCH Witkacego w reżyserii Oskara Sadowskiego.

Witkacy 1

Jego ostatnie, świetne realizacje: Panien z Wilka i jeszcze wcześniejszych 120 dni Sodomy kazały nam oczekiwać kolejnego, niemal gotowego spektaklu. I dokładnie takiego zdarzenia doświadczyliśmy: wizualnie – hiperwitkacowskiego (zaprawionego mieszanką grzybków halucynogennych i wermutu); mentalnie – hiperaktualnego (z przerażającymi odgłosami manifestacji ONR-owców z przedednia na wrocławskim rynku, finalnie wyświetlonej na ekranie); scenicznie – w kategorii czytań – to reżyserski majstersztyk – prawie spektakl w dwóch i pół aktach.

Cacy Witkacy!

Sztuka napisana w 1920 roku brzmi teraz na scenie, za sprawą dramaturgii Małgorzaty Maciejewskiej, tak, jakby podopisywano jej współczesne frazy i osadzono w naszej najnowszej rzeczywistości, a raczej jej groteskowej surrealności; czym sam pisarz-wizjoner-katastofista nie byłby z pewnością zaskoczony. Przemieszało się kompletnie wszystko:fikcja i prawda, teatr i życie, my i oni, początek wieku tego i poprzedniego.
Dramat podniesiony został więc do kwadratu. Absurdalność i Realność wcale się tu nie wykluczają. Są jak rozdwojona jaźń po grzybach, jak dwie półkule jednego umysłu uciekającego przed kategorycznym zamknięciem w jednym ciele. Schizofrenia i rozszczepienie. Bóg i Demon. My i nasz Cień. Patos i Kpina. Polityka i Metafizyka.

Witkacy 2001

Na poziomie tekstu ten konflikt fenomenalnie realizuje się w dialogach Bałandaszka (Adama Szczyszczaja) znawcy sztuki najwyższej, przeestetyzowanego erotomana; według słów swojej kochanki:zawsze żądnego,okrutnego i kochanego jednocześnie; według didaskaliów: z rozdziałkiem w środku, znaczy we włosach) oraz Spiki (Anny Ilczuk) nienasyconej, a przez to wiecznie zmęczonej, pięknej, nadwrażliwej, strapionej bólem istnienia aktorki teatru pure nonsense, uczesanej wysoko z lokami po obu stronach).

Witkacy!!

Witkacy 4000

Dialogi pary kochanków – intensywizm ich metafizycznej i fizycznej penetracji podlega widocznym zintensyfikowaniu po zjedzeniu rzeczonych grzybów.Tę przemianę mile też doświadcza widz (za sprawą użytych od tej chwili mikropotrów więcej słyszy i widzi – znacząco poszerza mu się pole percepcji).
Dwa gigantyczne rzeźbione dogi (ukochane psy – dożki Bałandaszka) u wejścia do salonu nagle ożywają i ponadprzedmiotowo biorą odtąd udział w dramacie, potem pojawia się też gigantyczna małpa – na moment, ale jednak, choć nie mam pewności czy wszyscy widzieli, że taka wielka…

Witkacy 3

Witkacy 5000

Ten halucynogenny odlot ma swoją fazę szczytową. Orgazm artystyczny. Rewelacyjna video-projekcja Katarzyny Borelowskiej, kalejdoskop bardzo zmysłowych obrazów z wykorzystaniem między innymi wziernikowych i rentgenowskich technik diagnostyki medycznej: od fazy pocałunku do stosunku.

Mandala jak ta lala!

Witkacy 12

Sztuka według twardej doktryny Czystej Formy Witkacego – jest szczególną konstrukcją doznań zmysłowych Istnienia Poszczególnego symbolicznie utrwaloną w zespołach barw, dźwięków, kształtów – zawsze zrodzoną z niepokoju metafizycznego twórcy: indywidualnego doznania Jedności w Mnogości.
Piękno sztuki polega więc nie na arbitralnym uznaniu, które elementy są piękne, które już nie; bo to nie elementy same w sobie są piękne a stosunek tych elementów!

To przekonanie Witkacego dobrze przy okazji tłumaczy nieporozumienie zmanipulowanego tłumu spod teatru w dniu wspomnianej wrocławskiej premiery Śmierci i dziewczyny: seks na scenie – w przestrzeni teatralnej to zupełnie inna kombinacja znaków i sensów – niż seks w burdelu!
Pospolitość kolektywnej wyobraźni niebezpiecznie drażni i przeraża.

 

Forma Czysta nieoczywista!

Nieprzeciętna twórcza jednostka poszukując tych mnogich kombinacji – wzmaga metafizyczne wymagania – z góry zakładając ciągłe nienasycenie formą lub co jeszcze gorsze – wyczerpanie się wszystkich możliwych jakości zmysłowych, jakie jeszcze mamy do rozporządzenia. Aż strach pomyśleć – ale, jak przewidywał to Witkacy: Już dzisiaj jednostki obdarzone poczuciem Tajemnicy należą do wyjątków – reszta dojrzewa szybko do automatyzacji, uznając za sztukę tylko to, co potrąca o ich zainteresowania polityczne (patriotyzm, przebudowa społeczna).

Pilnie potrzebny okazał się więc teatr, który radykalnie odrzuci żądania życiowego prawdopodobieństwa, psychologicznej potoczności i domorosłej logiki, wprowadzi nas w stan niezbędny choćby do prób pojęcia Tajemnicy Istnienia – który rozsadzi i zakwestionuje powszechnie uznaną, niekwestionowalną, jedynie słuszną zasadę bytu:
W tym celu każdy twórca winien zdecydować się na możliwość zupełnie swobodnego deformowania życia lub świata fantazji dla celu stworzenia całości, której sens byłby określony tylko wewnętrzną, czysto sceniczną konstrukcją, a nie wymaganiem konsekwentnej psychologii i akcji według jakichś życiowych założeń.
Już dla współczesnych Witkacego – ryzykowne godzenie przez niego sprzeczności bytu – było prostą droga w stronę teatru absurdu. Irena Krzywicka w swoich Wyznaniach gorszycielki wprost o tym pisała:
książki jego (Witkacego) odkryto po Becketcie i Ionesco – tak, że mogą robić wrażenie z drugiej ręki, podczas gdy on był naprawdę pierwszy!

Witkacy 5

Bziki Narkotyki!

Godzenie sprzeczności bytu domagało się wyjścia poza ograniczenie własnego ciała, za to wejścia w przeciwstawne fazy osobowościowej omnipotencji:Boga i Demona. Rozdwojona jaźń miała gwarantować zintensyfikowanej osobowości dotarcie do Tajemnicy Istnienia – finalnie i absurdalnie doprowadza jednak – albo do absolutnej bezpłodności i dzikich urojeń rozleniwionego Bałandaszka  lub – wręcz przeciwnie – do dręczących, nękających złych przeczuć Spiki, zatruwających życie wszystkim dokoła.Zamiast więc mocarza przezwyciężającego dualizm ontologiczny leży przed nami w rozkoszy cudowny futerał absolutnego leniwca – Bałandaszek albo trup Spiki.

Tajemnica Istnienia pozostaje wciąż niewyjaśniona – o czym donosi w ostatnich frazach dramatu Ficia:
Nie ma zaświata. Ja sama już w nic nie wierzę. A żyć lak ciężko, tak okropnie ciężko.

Witkacy 8

 

Uno momento, pronunciamento!

Badacze twórczości Witkacego wspominają też o sekrecji niesłychanie rzadkiego u Witkacego gruczołu filozoficznego. Miał też bez wątpienia równie silnie przerośnięty gruczoł historiozoficzny i artystyczny. Genialny ekscentryk. Wizjoner. Jego radykalne teorie ocierają się często o kabotyństwo i błazenadę, bywają osobliwą mieszaninę geniuszu i kiczu, to znów skrzą zuchwałym eksperymentatorstwem, arcyzabawną groteską i złowieszczym katastrofizmem. Reakcjonista, awangardysta, pesymista i hiperbolista w jednym. Rasowy Pantagruelista: można „walić na całego” i zawsze jest za mało!

Jak przenieść tę perwersyjną mieszankę wybuchową na scenę – żeby nie uronić impetu i nie popaść w kabotyństwo lub, co gorsza, w kicz?

Potrzeba do tego – Monsieur Sadowskiego!

Reżyser za sprawą zachwycająco prostych środków zbudował wespół ze scenografką – Karoliną Pająk – wizualną przestrzeń jak z obrazów Witkacego.
Zbliżone konstrukcje form i (dys)harmonie kolorów, trójwymiarowe odczuwanie barw potęgowane natężeniem światła ( kontrasty i nasycenia); znajome zielenie, granaty i czerwienie.

W wizyjnych obrazach scenicznych bohaterów dużo czerwieni, fioletów, szmaragdu,czerni i bieli. Z jednej strony – cała jasna i szmaragdowa Hrabina Tremendosa (Anna Ilczuk), takiż sam Bałandaszek (Adam Szczyszczaj); z drugiej, przeciwnej – czarna jak nicość brunetka, do zatracenia zmysłowa szansonistka Rosika (Aldona Struzik) oraz demoniczna femme fatale, najstraszniejsza czerwona halucynacja (Marta Zięba w roli Halucynny), do tego dwaj czarni, mroczni niby Darth Vader panowie: pułkownik Melchior Abłoputo, minister wojny w Tajnym Rzeczywistym Rządzie (Dariusz Maj) i Seraskier Banga Tefuan, szalenie straszny wróg sztuki i prezes związku jej definitywnego zwalczania (Andrzej Szeremeta); a także – przepięknej urody kucharka, przyzwoicie i fioletowo ubrana Marianna Splendorek (Janka Woźnicka) i urocza dzierlatka Ficia (Sylwia Boroń). Jest jeszcze dżentelmen pierwszej klasy – Vigor Gamracy – dyrektor teatru, pan we fraku (Mikołaj Jodliński). Tych troje finalnie przeszło na stronę ONYCH.

Witlacy 100

Witkacy 101

W kompozycji sceny wyczuwa się tę samą osobliwą mieszankę artystycznej perwersji, rozpoznawalną deformację malarskich obrazów Witkacego:płynny kontur figury i fantasmagoryczne, kłębiące, groteskowe kształty wypełzające z tła, z(za)głów.
Ten zgrzyt Witkacy nazwałby pewnie napięciem kierunkowym – momentem metafizycznego zjednoczenia z Absolutem. Wyjściem poza krępujące granice: ciała i myśli. Poza maskę i pozór.

Zręcznie wykorzystał tę malarską strategię Witkacego Oskar Sadowski. Pozornie nawet stworzył ramę dla scenicznego obrazu – odgraniczając wyraźnie przestrzeń widza i aktora: girlandy tropikalnych kwiatów jak u Gauguina i czerwonokrwista kurtyna; tyle, że sceniczny, melodramatyczny trup Spiki z piekielnej farsy dell’arte przekroczył te ustalone ramy sztuki i życia i legł u naszych (widzów) stóp. I było śmiesznie, kiczowato i strasznie jednocześnie, mimo groteskowej scenerii, fajerwerków, sztucznego śniegu i nieprawdziwej krwi – absurdalny niepokój prawdziwy!!!

Witlacy 103

Witkacy 104

Witkacy 105Witkacy 106

Witkacy 107

Witkacy 1000

Wraz z groteskowymi fajerwerkami rozpadał się na kawałki cały świat.
Przyszli ONI! Ze swoim prezesostwem i wrogostwem sztuki! Przyszli tak, jak przepowiedziała kucharka, żeby nie było, że nie uprzedzała! Przyszli niszcząc w zarodku:
wszystkie w ogóle możliwości artystycznej perwersji, a więc kulfo i neokulfonizm, autopępkofagizm i pseudoinfantylizm… Zostaną tylko rzeczy podnoszące ducha społecznej dyscypliny i te, które mogą posłużyć do zużytkowania narodowych wartości jako miazgi, jako nawozu…

… nawozu dla powstania nowych transformacji bardziej ludzkich, a mniej, że tak powiem, bydlęcych, tych właśnie samych narodowych uczuć…

…Sztuka jest bezprawiem społecznym. Potwierdza i stwierdza, a nawet
zatwierdza wartość objawów indywidualnych, czyli osobowych, nieobliczalnych i przez to zgubnych…

…Teatr musi być też czynnikiem automatyzacji. Za pięć lat zmienimy wszystkie teatry w przytułki dla zidiociałych podrzutków…

…W ten sposób, idąc w Nieskończoność, przychodzimy do pojęcia Istoty Najwyższej, która musi być wcieleniem mechanizacji, szczytem automatyzmu, najautomatyczniejszym automatem. To jest nasze bósto…Ku temu dążymy i nic nas nie zatrzyma.

To jest teoria, a teraz praktyka!

 

Tym, którzy nie rozpoznali, donoszę, że powyższe fragmenty pochodzą z ONYCH Witkacego a wszelkie podobieństwa do wystąpień naszych aktualnych polityków, choć zdają się na wskroś absurdalne i przerażające, nie są jednak przypadkowe!!!

 

Uczestnicy czytania Witkacego według Oskara Sadowskiego przekonali się w dwójnasób jak realni są ONI. Rzeczywistość – jak Seraskier Banga Tefuan – drastycznie wkroczyła na scenę.

Witlacy!!!!
Przez pięć końcowych minut na dużym ekranie sceny oglądaliśmy zarejestrowaną manifestację ONR-owców przeciw uchodźcom, z paleniem kukły Żyda na wrocławskim rynku, pełną agresji i nienawiści wobec wszystkich Innych. Reżyser wyświetlił nagrany materiał, jeszcze gorący od obrzydliwych wyzwisk i złowieszczych haseł.
Dwa dni później ta sama grupa kordonem barykadowała wejście do teatru na spektakl Śmierć i dziewczyna. Tym razem Innymi byli Ci, którzy chcieli wejść do teatru i zobaczyć sztukę.
ONI przyszli już pod teatr. Są u bram. Przestrzeń wolności niebezpiecznie się zawęża. ONI są obok nas – z nas – w nas!?

z19210274V

safe_image.php

Kim są, skąd się biorą ONI? Jaka jest rola artystów i teatru wobec ONYCH? – to najważniejsze pytania, które domagają się odpowiedzi – dziś – w 250-lecie Teatru Publicznego w Polsce.

Witkacy groteskowo-hiperboliczny przestał być komiczny.

p.s. Oni  Witkacego stali się teraz szczególnie ważnym tekstem, doskonałym materiałem do międzyśrodowiskowej dyskusji . Dlatego uważam, że z wielu względów – artystycznych i społecznych – performatywny spektakl/czytanie Oskara Sadowskiego powinien na dłużej pozostać w repertuarze Teatru Polskiego, bo bardziej niż kiedykolwiek jest nam teraz pilnie potrzebny – nam - tak zwanej ludzkości w obłędzie.

 

Magdalena Chlasta-Dzięciołowska

 

 

Stanisław Ignacy Witkiewicz – ONI

reżyseria – Oskar Sadowski

dramaturgia – Małgorzata Maciejewska

scenografia – Karolina Pająk

wideo – Katarzyna Borelowska

kostiumy – Małgorzata Kłosowska

muzyka – Maciej Kuśnierz

asystentka reżysera – Alicja Szumańska

producent – Katarzyna Majewska

czytają: Sylwia Boroń, Anna Ilczuk, Aldona Struzik, Janka Woźnicka, Marta Zięba, Mikołaj Jodliński (gościnnie), Dariusz Maj, Adam Szczyszczaj, Andrzej Szeremeta

fot. NATALIA KABANOW

Czytanie towarzyszące ogólnopolskiej konferencji naukowej poświęconej problematyce twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza rozważanej w kontekstach filozoficznych i teatralno-filmowych, organizowane wspólnie z Uniwersytetem Wrocławskim. Dodatkowo czytanie odbywa się w dniu 250. rocznicy powstania teatru publicznego w Polsce.

 

Share Button

PAN-EROTYZM PANIEN Z WILKA

Panny 6

Eros i tanatos to dwie najpotężniejsze biologiczne siły, przeciwstawne i nierozłączne – przez to tragiczne. Jeśli nie uda nam się ich zintegrować – pisane nam nieszczęście, jeśli pogodzimy się z ich współistnieniem – też jesteśmy nieszczęśliwi – tyle, że bardziej świadomie…

Panny z Wilka – to drugie po niespełna roku (120 dniach Sodomy), czytanie w reżyserii Oskara Sadowskiego w Teatrze Polskim we Wrocławiu (5.10.2015); kolejne bardzo interesujące czytanie młodego reżysera zaskakujące twórczą dojrzałością i warsztatową sprawnością, dzięki której otrzymujemy niemal gotowy spektakl – bardzo ciekawą adaptację opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, znacznie poszerzającą granice dotychczasowych interpretacji.

Wyczuwalna jest w scenicznej realizacji reżyserska gotowość do wzmocnienia wielu istotnych wątków nowatorskiej prozy Iwaszkiewicza powstałej w 1932 roku – w niedalekim sąsiedztwie W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta (1913/1927) i Czarodziejskiej góry Thomasa Manna (1924): paradoksów ludzkiej natury i zachowań, nieprawdopodobnej równoległości sytuacyjno-psychologicznej, erotycznych deklinacji, dziwnych analogii, kalejdoskopu płci, zaskakujących połączeń ciał i dusz, życia i śmierci, wzniosłego i groteskowego – podkręconych parokrotnie w scenicznej adaptacji śmiechem z puszki!

W czytaniu Iwaszkiewicza przez Oskara Sadowskiego analogie pomiędzy tymi dziełami okazują się na tyle znaczące, że już poprzez zaproponowane dyskretne przemodelowanie narracji opowiadania można zobaczyć w Pannach tyleż fizyczną podróż inicjacyjną Wiktora Rubena do dworku w Wilku (powrót po piętnastu latach do rodzinnego domu sześciu ładnych i przyjemnych sióstr), co historię, która zadziać mogła się w obudzonej kryzysem psychice i ciele prawie czterdziestoletniego bohatera (reprezentacje różnych jej psychicznych aspektów) albo okazać się zmysłowym, pełnym erotycznego napięcia snem mężczyzny,w którym rozpływają się granice tożsamości – również, ale nie wyłącznie – płciowej:
Poza tym stawało się tak, jakby zawiasy wszystkich drzwi, zwory wszystkich ścian rozluźniły się i nic nie miało granic.

Wykreowaniu tego wzmożonego – erotycznego, emocjonalnego, duchowego i intelektualnego stanu sprzyja w opowiadaniu czerwcowy upał, który prócz swojej oślepiająco jasnej,zmysłowej natury – miewa również mroczną stronę, jak choćby tę, o której w filmowych Upałach (Dog days) mówi Urlich Seidl.

Bez wątpienia upał gra również w czytaniu/spektaklu Sadowskiego główną rolę, to on wyzwala uśpiony pierwiastek erotyczny ze wszystkich zakamarków Wilka i jego mieszkańców.
Bohaterki opowiadania poznajemy, gdy wylegują się na leżakach w dusznym, leniwym gorącu: (Kazię) Halinę Rasiakównę, (Julcię) Ewę Skibińską , (Jolę) Ewelinę Żak, (Zosię) Martę Ziębę oraz (Tunię) Maję Pankiewicz oraz Teresę Sawicką w roli Matki.

Panny 5

Panny 33

Panny 7

Panny 102

Panny 103

Panny 10

Pozorną Arkadię burzy pojawienie się nieoczekiwanego gościa – to częsta prawidłowość i fundamentalna zasada wielu istotnych narracji– wystarczy wspomnieć Teoremat  Piera Paoli Pasoliniego.Niezbędny element w psychologicznym rozwoju bohaterów. The Identity Formation Process, jak określiłby to kanadyjski psycholog – James Marcia , definiując tym pojęciem tożsamość jako wewnętrzną, skonstruowaną przez samego siebie, dynamiczną organizację popędów, zdolności, przekonań i historii życia jednostki.

O tym, jaki status tożsamości osiągamy decyduje przede wszystkim eksploracja: aktywne poszukiwanie, eksperymentowanie, testowanie, sprawdzanie relacji . To etap niezbędny do uzyskania tożsamości dojrzałej, świadomej wewnętrznych konfliktów, dającej ostatecznie przyzwolenie niemożności żadnego osiągnięcia.

Iwaszkiewicz nazywa ten proces w Pannach z Wilka moratorium erotycznym, w czytaniu Oskara Sadowskiego doskonale realizowanym przez Andrzej Szeremetę w roli Wiktora, który niby od niechcenia, mimo woli, jak gdyby w gorączce ociężały, przekracza kolejne granice poznania i doznania – myśli i ciała.

Panny 22

O tym, że to proces totalny, w który zaangażowane jest każde włókno ciała, każda myśl i wszystkie emocje – świadczy niezwykle zmysłowa synteza słów, obrazów i muzyki Macieja Kuśnierza i Szymona Maliszewskiego: niepokojącej mieszanki naturalnych i syntetycznych dźwięków, równoprawnych wobec wypowiadanych przez aktorów i narratora kwestii.

Fenomenalnie zmiksowane brzmienia mają częstotliwość tonów, na którą żaden neuron nie może zostać obojętny – raz są one głaskane odgłosami natury, raz pobudzane syntetycznym brzmieniem i dudnieniem – jakby umysł zalał gwałtowny rzut dopaminy. Zmiany częstotliwości – jak księżycowy przypływ i odpływ – wpływają na stan naszej świadomości, na podobieństwo – Out-of-Body Experience. Cykliczność i tonalne nawroty potrafią wywołać wręcz transowe odczucia pobudzające inne zmysły: smaku, zapachu, dotyku. Totalna integracja.Genialna synestezja.

Panny 44

W ten sposób świadomość bohaterów (ale i widzów(!) zostaje przeprowadzona przez szereg nieuświadomionych stanów zanim przeistoczy się w samoświadomość umysłu i ciała.

To najczęściej długi proces. Głównemu bohaterowi Iwaszkiewicza zajął piętnaście lat. To co obserwujemy, czego sami jesteśmy świadkami na scenie – to jest już moment bolesnego olśnienia. Żeby współuczestniczyć w tym akcie, widzowie zaraz na początku musieli symbolicznie wkroczyć na tę samą, co Wiktor, drogę, niekończącą się autostradę, wyświetlaną na ekranie videoclipem Davida Lyncha - I’m waiting here.

Panny 1

Parokrotnie jeszcze materiał video autorstwa Katarzyny Borelowskiej i Oskara Sadowskiego będzie potęgował wrażeniowość scenicznej lektury. Tak rzecz się ma na przykład z fragmentem opowiadania opisującym jedną z najintensywniejszych, erotycznych popołudniowych drzemek Wiktora.
Sama narracja jest nieprawdopodobnie podniecająca – panseksualna . Erotyzm wykracza bowiem poza konkretny obiekt, poza konkretną płeć – co zaskakująco prostymi a zmysłowymi efektami udało się twórcom video uzyskać w obrazie pływającego, zjawiskowo pięknego(!), długowłosego, nagiego mężczyzny. W nagłych rozbłyskach, kalejdoskopowych nałożeniach, prześwietleniach, wodnych odbiciach ciała – raz można dopatrzeć się kształtów chromosomów płciowych albo skrzydeł anioła.

Panny 66

Kiedy oglądam tę scenę – same szepczą mi się słowa ze Zwiastowania Rilkego:
Anioły pragną siebie tak,/ próżno ku sobie prąc./Jeszcze nie było w niebie tak/ rojno od tajnych żądz/.
Bo przecież w sferze czystych idei dziewictwo paradoksalnie nie jest atrybutem kobiecości a męskości:
Kobiecość z istoty rzeczy nigdy nie jest dziewicza – jest zawsze wtajemniczona. Inicjacja to akt, który ma zawsze za sobą. Natomiast pierwiastek męski, wydziedziczony z krwi – periodu, defloracji, wydawania na świat – nie tylko, że   j e s t  dziewiczy, po prostu  n i e  m o ż e   nie   b y ć. Męskość z natury rzeczy jest wiecznie niedoświadczona i zawsze
p r z e d  inicjacją.

Ta myśl Antoniego Libery z Pieśni Wodnika i Panny natrętnie powraca do mnie co jakiś czas. Tym razem poprzez prozę Iwaszkiewicza i czytany spektakl Oskara Sadowskiego.

Wywód ów, o wiecznym uczestnictwie w rytuale inicjacyjnym – acz bez spełnienia, o niemym zmaganiu się z płciowością ( metafizyczna perwersja), zmaganiu stanowiącym kombinację tyleż przyjemności, co bólu (filozoficzny burdel?) – poetycko tłumaczy obraz permanentnie nienasyconych aniołów – personalistów – w poezji Rilkego będących zawsze wcieleniem męskiej dziewiczości.

W pewnym sensie tę myśl dopełnia kolejne video z Eweliną Żak w roli fachowo wykształconej w miłosnej sztuce Joli. Niespokojny, konwulsyjny erotyzm, związany jest najpewniej z intensywnym wchłanianiem prymitywnych impulsów Wiktora.
Szczególnie jednak niepokoi wzrok kochanki, bielmo na jej oku. Jakby w zaskakującej odpowiedzi na narrację samego Iwaszkiewicza: Letnia noc nie pachniała tak nigdy piołunem, a przy tym nigdy tak nie żegnał życia czynnego, młodości. Rzeczywiście noc była bardzo piękna i nagle w swej białości i przepaścistości wydała się Wiktorowi tym samym dniem, który minął, biały.

Panny 77

W erotycznej prezentacji bohaterów najbardziej jednak perwersyjna wydaje się ich samotność, jakaś dręcząca samo-istność, bolesne odseparowanie czujących niekompletność bytów.
Samotność dotyczy zarówno sfer najbardziej intymnych, ale i zwyczajnie potocznych.

Reżyser czytania/spektaklu bardzo ciekawie rozwiązał ten problem scenograficzne.
Prostymi,minimalistycznymi środkami – z ogromnym plastycznym wyczuciem koloru i światła – uzyskał charakterystyczną atmosferę Wilka . Doskonale wiedział z lektury Iwaszkiewicza, że:
Aby to „wszystko” zrozumieć, należy sobie uprzytomnić topografię i zwyczaje dworu w Wilku. Przede wszystkim panny doroślejąc nabierały manii, że każda musi mieć osobny pokój
Sześć prostokątnych pól w odmiennych pastelowych kolorach stanowiło sześć odseparowanych intymnych przestrzeni dworu. Stół – mebel wspólny,ustawiony był centralnie, w taki sposób, że swoimi fragmentami przynależał do każdego pokoju z osobna. Stół – medium.Centrum w przestrzeni symultanicznej.

Panny 88
Piękne zdjęcia ze spektaklu Natalii Kabanow to ważna pamiątka tamtego spotkania i doznań. Jeśli dodać do tego niezwykłej urody zwiastuny – teaser ( niby ożywione obrazy Vermeera) i trailer również w reżyserii Oskara Sadowskiego – widać jak ogromna wrażliwość twórcy Panien - plastyczna czułość i uważność wobec przedmiotu i jego relacji z człowiekiem oraz miejscem w przestrzeni naszego mikroświata – stanowi o ogromnej sile scenicznych obrazów i przeżyć. Czyni z tych przestrzeni nasze Czarodziejskie Góry – miejsca inicjacji i przemienienia. Asocjacyjność zjawisk i ludzi, życia, śmierci i tworzenia genialnie została uzyskana w spektaklu wraz z wejściem zjawiskowego Szymona Maliszewskiego, bas-barytonowego śpiewaka (rocznik 1992!) Tenże – w czerwcu tego roku debiutował na Festiwalu Malta w Poznaniu rolą Joachima w prawykonaniu opery Czarodziejska Góra Pawła Mykietyna.

Panny 99

Za sprawą takich scenicznych, śmiałych rozwiązań teksty zaczynają ze sobą dialogować. Sacrum i profanum. Czarodziejska góra i Leon Zawodowiec. W poszukiwaniu straconego czasu i Mulholland Drive. Czas zapętlony. Continuum myśli. Linkowanie sensów.Względność czasoprzestrzeni.

Panny 100

Zupełnie nieprawdopodobne uczucie dla widza, który ostatnio oglądał na przykład  Francuzów w reż. Krzysztofa Warlikowskiego. Zaskakujące powinowactwo tematów i sposobów prowadzenia narracji utwierdza w przekonaniu, że sprawy Panien z Wilka wciąż są dla nas arcyważne – dopóki żyjemy i kochamy. Choćby zawsze nieszczęśliwie:Wiktor wiedział, raz na zawsze wiedział teraz, że wszystkie rzeczy tak, jak istnieją naprawdę, są nieosiągalne. Że musi stać sam nad brzegiem białego morza, a morze podejdzie stopniowo i zabierze go, i nic za nim nie pójdzie.

p.s…. i jeszcze jedno – miłość to choroba śmiertelna i nie wyleczy nas żaden lekarz – demiurg, nawet obdarzony tak nieograniczoną mocą twórczą i wyobraźnią jak sam reżyser – Monsieur Oskar Sadowski – który niby Tarantino pojawia się na moment w finalnej scenie w roli doktora.
Próbuje dyrygować pociągiem… (głośne oklaski z puszki, proszę!).

Panny 3

Panny 200I jeszcze raz!!!

 

Magdalena Chlasta-Dzięciołowska

 

Data wydarzenia:

05.10.2015, godz. 19:00

Miejsce:

Scena im. Jerzego Grzegorzewskiego

Jarosław Iwaszkiewicz – Panny z Wilka

adaptacja, reżyseria i wideo – Oskar Sadowski

wideo i kostiumy – Katarzyna Borelowska

muzyka – Maciej Kuśnierz i Szymon Maliszewski

asystentka reżysera – Alicja Szumańska

producent – Katarzyna Majewska

obsada: Halina Rasiakówna, Teresa Sawicka, Ewa Skibińska, Marta Zięba, Adam Szczyszczaj, Andrzej Szeremeta
gościnnie: Maja Pankiewicz, Ewelina Żak, Szymon Maliszewski, Mateusz Przemysław Niewiara

Share Button

WIELKA IMPROWIZACJA CZY PERFORMANS – czyli o fenomenie WROCŁAWSKICH DZIADÓW Michała ZADARY w Teatrze Polskim.

Okołospektaklowe rozmowy widzów pokazują, że – prócz gigantycznego wydarzenia artystycznego-DZIADY Michała Zadary kuszą niezmiennymi od wieków – niepokojąco (czasem irytująco) znajomymi – w życiu intymnym i zbiorowym kluczowymi ideami: wiara czy rozum; czucie czy intelekt; duch czy materia; kultura czy natura!

Wygląda na to, że DZIADY są przede wszystkim po to, żeby się twórczo spierać – rozstrzygać nierozstrzygalne!

Na ostatnim spotkaniu w  Cocofli – books art cafe w dyskusji o DZIADACH MICKIEWICZA I ZADARY rozmawiali: Rafał Augustyn – kompozytor, krytyk muzyczny i polonista; Wojciech Browarny (historyk literatury nowoczesnej i śląskoznawca);Justyna Kowal ( studentka filologii polskiej oraz antropologii literatury, teatru i filmu), Mariusz Cisowski ( komparatysta literacki) oraz Jakub Stefanowicz i Jacek Mądry (psychoterapeuci psychoanalityczni).

I jak to przy DZIADACH musiało się ujawnić – ile osób – tyle perspektyw i sposobów oglądania. Wrocławskie DZIADY Zadary to BARDZO ŻYWA KLASYKA – każdy WIDZI JE INACZEJ – i jakkolwiek nie zgadzalibyśmy się ze współrozmówcą – jednocześnie nie możemy odmówić mu racji. TAKI TO ARCYDRAMAT!

Proponuję dziś trzy głosy w sprawie DZIADÓW Zadary i Konrada – co z Bogiem gada!
Pierwszy – eksponuje pierwiastek HUMANISTYCZNY (Justyna Kowal) – drugi – HISTORYCZNY (Wojciech Browarny) – trzeci – MESJANICZNY (Mariusz Cisowski)

 

JUSTYNA KOWAL

OLYMPUS DIGITAL CAMERADZIADY 1:1

O wrocławskiej inscenizacji Michała Zadary można powiedzieć, że są to „Dziady 1:1”. Określenie oczywiście od razu przywodzi na myśl wierne oddanie tekstu i rezygnację ze skrótów. Warto jednak w tym kontekście przyjrzeć się samemu sposobowi lektury, jaki proponuje reżyser; Zadara czyta Dziady jako tekst literacki, nie jak arcydramat. Oczyszcza dzieło z warstw szkolnych interpretacji, wprowadzając w ich miejsce poetykę codziennego, ludzkiego doświadczenia. Skala „1:1” to stosunek tekstu do zdroworozsądkowej rzeczywistości, literatury do common sense. Dlaczego śpiewy w scenie więziennej są nierówne i nieczyste, sprawiają wrażenie niedopracowanych? Bo Frejend przynosi „kilka butelek”. Dlaczego pieśni Ze Sceny Balu u Senatora również drażnią ucho słuchacza? Przecież to „bal”, spotkanie towarzyskie, można powiedzieć „XIX-wieczna impreza”; common sense podpowiada, że trudno oczekiwać od rozbawionego, roztańczonego towarzystwa muzycznej i wokalnej wirtuozerii. Jak zachowuje się genialny poeta Konrad w swojej więziennej izbie? Tak, jak zachowuje się każdy więzień w celi w odosobnieniu – lub ogólniej – tak, jak wielu ludzi w samotności. Zadara proponuje widzowi swoją wizję, która może być odebrana jako deprecjonowanie świętego, kanonicznego dramatu. Jak to możliwe, że Konrad oddaje mocz na scenie? Przecież narodowemu Tyrteuszowi „nie wypada”. Zadara nie ujmuje, nie obniża wartości Dziadów – wzbogaca je o nowe sensy, zaznacza pierwiastek humanistyczny. Reinterpretuje w duchu codzienności – „1:1”.

 

WOJCIECH BROWARNY

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

KOMPLEKS „DZIADÓW”

„Dziady” w reżyserii Michała Zadary trudno znieść, i to nie dlatego, że tyle trwają. To, co jest w nich kłopotliwe, to ideologiczny przekaz, któremu Zadara pozwolił w pełni przemówić. Adam Mickiewicz znał zmieniającą się Europę pierwszych dekad XIX wieku, dobrze urządzone państwa i miasta, rozwijający się przemysł i modernizujące się społeczeństwa Zachodu. Znał też imperialną Rosję, jej polityczną i militarną potęgę. Tymczasem w „Dziadach”, a w tych szczególnie, poeta sprawia wrażenie, jakby nowoczesnym światem pogardzał, jakby się od niego odwracał. Nie podoba mu się dyplomacja, urzędy, opinia publiczna ani interesy i moralność elit. Tak, oczywiście, z perspektywy romantycznego absolutu wolności, prawdy i autentyzmu wszystko to jest „nieludzkie”, ale w tym miejscu i czasie – realne. Oto dylemat. Niestety, Mickiewicz nie mierzy się z realnością naprawdę, ponieważ umieszcza ją poza tym, co mu najdroższe (wszyscy wiemy, co), odgradzając się od niej lamentem, nostalgią, rodzimością, wściekłością i metafizyką. „Dziady”, czytane dziś i oglądane jako całość, są niebywałym połączeniem wielkiej poezji, może najlepszej polskiej sztuki słowa, i zwodniczej polskiej „instrukcji obsługi” nowoczesnego życia.

 

 

MARIUSZ CISOWSKI

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

NIE TAKI MESJANIZM STRASZNY…

Rozmowa z „Dziadami” to w gruncie rzeczy rozmowa z samym Adamem Mickiewiczem – mistykiem, filozofem i poetą ukształtowanym na kanwie myślenia klasycystycznego i respektującym je, ale jednocześnie wyprowadzającym poza utarte i niewystarczające poznawczo wzory i kategorie oświecenia. Twórca wkraczał w przestrzeń niedopowiedzeń, zwątpień, kryzysów i symboliki irracjonalnej zyskującej własne ramy obrazowe jako odzwierciedlenie skomplikowanych, wewnętrznych przeżyć jednostki – dotąd ignorowanych, a przecież równie uprawnionych. Mickiewicz świadomy swojego geniuszu i charyzmy, a także prawidłowości dziejowej nastawionej na indywiduację doświadczenia rozmyślnie pretendował do roli wieszcza, przewodnika duchowego czy pieśniarza rozpoznającego i przenikającego algorytm sumienia narodu. Przejmując wypracowany na koncepcji Byronowskiej model mitu heroicznego, samotności tyrtejskiej, percepcji figuralnej (utożsamiającej więź narodową z więzią kulturowo-religijną) czy prometeizmu chrześcijańskiego przyczynił się do zaszczepienia na gruncie polskim atrakcyjnej formacji filozoficzno-metafizycznej, jaką był mesjanizm. I choć rodzima wersja tegoż różniła się od europejskiego pierwowzoru, gdyż wyrastała z odmiennych pragnień nacechowanych narodowo, właśnie jego krzywdząca, stereotypowa ocena – a nie tendencja do schematycznych interpretacji dzieł kanonicznych – zdają się być kanwą problemu relacji pomiędzy pozornie przebrzmiałym romantyzmem a współczesnością.

Czyż genialny Mickiewicz chciał tworzyć teksty kulturowe, które z racji ich kolorytu lokalnego i sprawy polskiej narodowowyzwoleńczej szybko zdezaktualizowałyby się? Nawet Duch z „Dziadów części III” przedrzeźnia Księdza Piotra: „A wiesz ty, co to będzie z Polską za lat dwieście?”. Pragnienia odzyskania wolnej ojczyzny były palące, ale mimo wszystko partykularne, prowincjonalne, nie ponadczasowe – i chcąc uprawomocnić swoją sztukę na planie literatury światowej, należało je zuniwersalizować, przetransfigurować na kształt wartości wspólnych kręgom kultury europejskiej. Mickiewicz pozostawił taką możliwość – odczytanie „Dziadów” z perspektywy globalnego paradygmatu romantycznego (ale też z perspektywy dzisiejszej) pozwoliło unicestwić obecne w tekście polskie bolączki geopolityczne i przełożyć akcent na zawsze aktualny, egzystencjalny aspekt aspiracji wolnościowych narodów i każdego z nas. Tak oto „Dziady” potwierdziły swoją pozycję jako nośnika światowej tradycji romantycznej, którą spajała w głównej mierze problematyka wolności, ale i uczestnika dynamiki XIX-wiecznej myśli mesjanicznej, co szczególnie widoczne w scenach więziennych: Konrad komponując pieśń chce rozpoznać strukturę zbiorowych wartości i skupić wokół niej wspólnotę, następnie wcielić jej aspiracje umożliwiając ich urzeczywistnienie przez własny rozwój osobowy, a przyzywa w tym celu Opatrzność, żądając od niej oddania mu części jej atrybutów. Kluczowe dla rozumienia mesjanizmu okazują się jednak kolejne rozstrzygnięcia – Konrad buntuje się przeciw porządkowi świata i wzywa do jego przekształcenia poprzez uznanie wolności i równości ludów, imperatywu solidarności i odpowiedzialności za siebie nawzajem. Tworzy tym samym projekt uetycznienia życia publicznego, którego ideę najlepiej oddawał mesjaniczny model Chrystusowej odpowiedzialności i ofiary za innych oraz zwycięstwa moralnego, zza grobu, zmartwychwstania duchowego, prowadzącego po linii więzi kosmicznej scalającej wszechświat do powszechnej odnowy społecznej, kulturowej i politycznej. Mesjanizm bowiem wspomagał konceptualnie proces zmian i kształtował nawyki myślowe prowadzące ku lepszemu ładowi.

W związku z tym czy aby uwspółcześnić przekaz „Dziadów” należy demistyfikować gesty Konrada, trywializować jego doświadczenia wewnętrzne oraz odgradzać się od powyższych, jakże aktualnych wizji romantycznych? Przecież poszczególne komponenty dzieła, w tym rysunki i zachowania postaci nie muszą rządzić się przyziemną, rozumową logiką przyczynowo-skutkową bądź psychologiczną, gdyż są składową umownej i fikcjonalnej w swej naturze sztuki (przykładowo przeżycia Konrada nie muszą być konsekwencją obłędu powstałego na skutek wielomiesięcznego uwięzienia). Zresztą cały Mickiewiczowski utwór – również w Zadarowej realizacji scenicznej – co rusz wymyka się zabiegom racjonalizującym: świat „Dziadów”, pomimo że anarchiczny, jest odgórnie sterowany, a obecny w nim Bóg, choć milczący, pozwala ujawniać zaklęte w Historii tajemnice nielicznym profetom; ci z kolei, czując się przez niego opuszczeni, generują najgłębsze w swoim wymiarze duchowym modlitwy pełne szamotań i przekleństw. Wprzęgnięta w obręb myślenia racjonalistycznego Zadarowa propozycja twórczego odczytania „Dziadów”, mimo że interesująca, pozostaje miejscami niezrozumiała. A mesjanizm arcydramatu broni się sam i wciąż prowokuje do żywych i aktualnych odniesień.

 

JACEK MĄDRY

JM22

WYCIE I ŚWIĘTOŚĆ

„Przestań wyć gówniarzu, toż to świętość narodowa!”, krzyknął ktoś z publiczności w trakcie jednego ze spektakli Dziadów, w reżyserii Zadary i wydaje się, że ujął – choć nie do końca świadomie – to, co Zadara zrobił z tekstem, w punkt, bo gówno i świętość mieszają się, bulgocą i przeplatają tam nieustannie. Sacrum tańczy z profanum i wbrew oburzeniu wcale nie odbiera to dramatowi jego wyrazu i znaczenia, powiedziałbym, że paradoksalnie je wzmacnia. Ruch Zadary, polegający na wzięciu Dziadów w nawias – to ruch genialny i potrzebny, by rozbić skorupę nawyków, szkolnych i nie-szkolnych interpretacji tego tekstu jak i tego, w jaki sposób postrzegamy własną tożsamość narodową.
Bóg milczy. Nie ma odpowiedzi, zamiast tego jest… przerwa! I bardzo dobrze, bo ile można znieść tego wycia? Ile można znieść tych roszczeń polskich do wielkości i znaczenia na arenie międzynarodowej, jakby się to jakoś należało. A właściwie dlaczego? Bo się cierpi? Zadara mówi: „Nie, idźcie Panie i Panowie ochłonąć” i to nie tylko w tej scenie, ale w każdym momencie, gdy pokazuje, że sacrum jest bardzo blisko profanum.
Milczenie Boga, nie jest tu pełne znaczenia, jest po prostu bezsensowne i w tym momencie dostrzega się dramat. Trauma, w swojej istocie nigdy nie ma sensu. Jest to crème de la crème absurdów. Jedynie w perspektywie czasu nadaje się jej sens. Czasem sens ten bywa zniekształcony, czasem sama trauma, nie jest postrzegana jako trauma, ale jest przykryta przez inne doświadczenie. Freud, nazywa to naznaczeniem wstecznym. Dramat polskiej niewoli i próba jej wytłumaczenia w tym kontekście, to nic innego jak rozpaczliwe ruchy, próbujące załatać mesjanizmem pęknięcie, które było wcześniejsze niż zabory, polegające na tym, ze Polak zawsze w Polaku znajdzie wroga.
O ile bardziej pokrzepiające jest to, kiedy przyjmiemy, że cierpimy dla własnej chwały, aniżeli z powodu własnej głupoty. Smoleńsk to wynik politycznych intryg na polu międzynarodowym a nie wynik szamotaniny o racje. W każdej teorii spiskowej istnieje pokrzepiająca myśl – że ktoś, gdzieś nad nami wie dokładnie, co robi. Spisek zawsze daje tę możliwość, by mieć wroga, który działa z wyrachowaniem i premedytacją, aniżeli jednostkę tak samo zagubioną i przestraszoną jak my sami bywamy w obliczu nieuchronności wydarzeń.
Žižek w rozmowie z Jackiem Millerem na temat swojej książki God in Pain: Inversion of the Apocalypse, dokonuje ładnej reinterpretacji dziejów Hioba, podążając za Chestertonem. Szczególną uwagę zwraca na fragment, w którym Hiob rozmawia z Bogiem, pytając go, gdzież On był kiedy to mu się wszystko przytrafiło – cały ten bezsens utraty. Bóg odpowiada pytaniem, mniej więcej brzmiącym tak: „A gdzieś Ty był kiedy ja to wszystko tworzyłem?” Tradycyjnie rozumie się tę odpowiedź jako krytykę ignorancji Hioba. Žižek, mówi: „Nie!” Otóż, tu jest ten punkt, w którym Bóg sam przyznaje się do bycia ludzkim. Mówi: „A popatrz co ja narobiłem? Myślisz, że dla Ciebie cały ten bezsens był nieznośny? Żyłeś z tym jedynie kilka lat! A ja, ja z tym po wieczność muszę się kopać.” Rząd dusz? Jaki rząd dusz, człowieku? Puknij się, o tu! Nie ma Boga, nie ma Szatana, nie ma Cara, nie ma żadnego zakładu; dramat nie jest realny, zamiast tego jest: „Przerwa!”

Tym ruchem Zadara oczyszcza zatęchłą atmosferę martyrologii. Otwiera przestrzeń, mówi: „A teraz Szanowna Publiczności, proszę nadać sobie samemu sens”. Nie ma Polski A, Polski B i nikt – parafrazując Boya – nikomu nie każe się całować w „d.”. Z pewnością jego Dziady będą wywoływać sporo polemiki i tym lepiej, bo to pozwoli ukazać jak bardzo złożona, wielobarwna i wieloaspektowa jest sama polskość. I jeśli wycie gówniarza ma się do tego przyczyniać, tym mocniej mówię: „A wyj gówniarzu, bo to świętość narodowa.”

 

 

CIĄG DALSZY rozmowy O DZIADACH – NASTĄPI!

Share Button

KWANTY – NEURONY – UMYSŁ I DUSZA – czyli o splątaniu nowoczesnej sztuki i współczesnej nauki w teatrze

TO SIĘ W GŁOWIE NIE MIEŚCI – czyli o KWANTOWYM SPLĄTANIU SZTUKI I NAUKI W TEATRZE!!!

Magiel13W imieniu Teatru Polskiego we Wrocławiu The Right to Art zaprosił na wspólne, interdyscyplinarne spotkanie neurobiologów, antropologów, psychoterapeutów i fizyków  do teatru na rozmowę o przekraczaniu granic ludzkiego poznania – sztuki i nauki!

Teatr wydaje się jedynym miejscem, w którym możliwa jest ponadśrodowiskowa i interdyscyplinarna rozmowa o radykalnych przemianach naszej współczesności – bo nie boi wchodzić w rejony jeszcze całkiem niezbadane ani stawiać pytań, na które z naukowego punktu widzenia brak twardych dowodów. A ponieważ do teatru może przyjść każdy – daje on szansę zintegrowania wciąż zamkniętych i wzajemnie odseparowanych grup społecznych i zawodowych oraz skonfrontowania tych pozornie różnych światów.

13 KWIETNIA 2015 w Teatrze Polskim we Wrocławiu byliśmy współuczestnikami
EKSCYTUJĄCEGO INTERDYSCYPLINARNEGO  EKSPERYMENTU!

SPOTKANIA  fizyki i estetyki – psychologii i neurobiologii. ROZMOWY o spektaklach – teatrze – atomach – kwarkach i neuronach.

PYTANIA ZEBRALIŚMY WPROST ZE SPEKTAKLI AKTUALNEGO REPERTUARU TEATRU POLSKIEGO WE WROCŁAWIU:

- jak określić ciężar atomowy miłości i dlaczego ona,na Boga, taka ciężka!
- jak fizyka kwantowa całkowicie zmieniła obraz współczesnego świata i teatru
- jak chaos we wszechświecie komplikuje nam życie intymne – i co z tym wspólnego ma teatr
- czy histeria jest bardziej destrukcyjna czy twórcza – i czy wobec tego warto ją leczyć
- i czy może być tak, że pewne zachowania z definicji zostają uznane za chore – i co znaczy, że powinny być zdrowe…
- jeśli histeria jest tworzeniem – to czy tworzenie jest histerią
- jak neurony lustrzane wpływają na nas – i całą sztukę – i skąd te mimetyczne pragnienia
- czy naukowych odkryć można dokonać w teatrze i czy wystarczy nam sztuka, żeby objaśnić nasze istnienie – a nauka, żeby wytłumaczyć tworzenie
- dlaczego jako zbiory cząstek elementarnych nie tracimy tożsamości, mamy swoje granice i nie rozpływamy się we wszechświecie
- czy teatr wchodząc w niewygodne rejony jest niebezpieczny, czy raczej inspirujący;
- czy teatr może być miejscem, gdzie testuje się
( w miarę jednak bezpiecznych warunkach(!) najtrudniejsze tematy – z prawem do samobójstwa włącznie….

WŚRÓD ZAPROSZONYCH GOŚCI:

Jacek Mądry – psycholog oraz psychoterapeuta psychoanalityczny, członek nadzwyczajny Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej;

Jakub Stefanowicz – psychoterapeuta psychoanalityczny, psycholog. Ma doświadczenie w pracy indywidualnej i grupowej. Współpracuje z Krakowską Szkołą Psychoterapii Psychoanalitycznej.

Paweł Gusin – fizyk, profesor na Politechnice Wrocławskiej, poprzednio na Wydziale Fizyki i Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego, znawca fizyki kwantowej i kosmologii.

Bogusław Pawłowski – biolog, profesor w Katedrze Biologii Człowieka Uniwersytetu Wrocławskiego, laureat nagrody „Naukowiec przyjazny mediom” przyznanej przez Polskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych w 2009 roku.

Spotkanie prowadziła Magdalena Chlasta-Dzięciołowska

Materiał został zarejestrowany – niebawem do obejrzenia na stronie

:http://www.teatrpolski.wroc.pl/media-o-nas/wideo

W tym spotkaniu mocno „zdywersyfikowanego” grona chodziło  przede wszystkim o uniwersalną – ponadbranżową – wymianę treści intelektualnych i zwyczajną rozmowę o współczesnej sztuce i nauce. Czyli o naszym życiu!

TO BYŁO SPOTKANIE MNOGICH ŚWIATÓW : KWANTY – NEURONY – UMYSŁ I DUSZA czyli WSPÓŁCZESNY CZŁOWIEK - złożony z szalejących elektronów, pachnących kwarków i neuronów podobnych do galaktyk – ORAZ SZTUKI TEATRU – stworzonej z FOTONÓW LUDZKIEJ WYOBRAŹNI.
MATERIALNIE I FENOMENALNIE – KONGENIALNE!

Pięknie jesteśmy splątani – patrz m.in.: KRONOS – KLINIKEN/miłość zimniejsza niż śmierć – BLANCHE I MARIE – PODRÓŻ ZIMOWA – HANS, DORA I WILK – BURZA.

Innymi słowy: Współczesna sztuka jest wyzwaniem podejmowanym przez współczesnego człowieka, który ma odwagę PRZEKRACZAĆ GRANICE POZNANIA – BO WSZECHŚWIAT SIĘ PRZECIEŻ ROZSZERZA, O CZYM CO RUSZ DONOSI NOWOCZESNA NAUKA!

 

Jacek Mądry – psycholog oraz psychoterapeuta psychoanalityczny, członek nadzwyczajny Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej;

Magiel10

 

Jakub Stefanowicz – psychoterapeuta psychoanalityczny, psycholog. Ma doświadczenie w pracy indywidualnej i grupowej. Współpracuje z Krakowską Szkołą Psychoterapii Psychoanalitycznej.

Magiel15

 

Paweł Gusin – fizyk, profesor na Politechnice Wrocławskiej, poprzednio na Wydziale Fizyki i Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego, znawca fizyki kwantowej i kosmologii.

Magiel2

 

Bogusław Pawłowski – biolog, profesor w Katedrze Biologii Człowieka Uniwersytetu Wrocławskiego, laureat nagrody „Naukowiec przyjazny mediom” przyznanej przez Polskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych w 2009 roku.

Magiel12

 

Magdalena Chlasta-Dzięciołowska – The Right to Art

Magiel4

 

Jacek Mądry, Magdalena Chlasta-Dzięciołowska, Jakub Stefanowicz

Magiel14

Magiel8

 

Jakub Stefanowicz

Magiel11

 

prof. Paweł Gusin

Magiel3

 

prof. Bogusław Pawłowski

Magiel9

 

Magdalena Chlasta-Dzięciołowska

Magiel1

 

Jacek Mądry

Magiel7

 

 od lewej: prof.Bogusław Pawłowski, prof.Paweł Gusin, psychoterapeuta Jacek Mądry, Magdalena Chlasta-Dzięciołowska (The Right to Art), psychoterapeuta Jakub Stefanowicz

Magiel13

Magiel teatralny o spotkaniu współczesnej nauki i nowoczesnej sztuki w teatrze

(fot. A. Smarzyńska)

https://www.facebook.com/pages/Teatr-Polski-we-Wroc%C5%82awiu/156401384411301

Share Button

NIEBEZPIECZNY SPEKTAKL – czyli KLINIKEN/miłość jest zimniejsza niż śmierć

ALTER EGO1…czy teatr wchodząc w niewygodne rejony jest niebezpieczny, czy raczej inspirujący; czy teatr może być miejscem, gdzie testuje się – w miarę jednak bezpiecznych warunkach(!) najtrudniejsze tematy -
z prawem do samobójstwa włącznie – i czy może być tak, że pewne zachowania z definicji zostają uznane za chore – i co znaczy, że powinny być zdrowe …

Te i podobne pytania zadaliśmy sobie na spotkaniu The Right to Art – z  twórcami spektaklu Kliniken/Miłość jest zimniejsza niż śmierć… – z całym kolektywem artystycznym  IP Group – oraz psychoterapeutami Pracowni Alter Ego i psychiatrami Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej.

Chodziło przede wszystkim o to, żeby skonfrontować ze sobą te dwa światy i sprawdzić – na ile sztuka jest w stanie z nimi dialogować. Innymi słowy – czym jest wypadkowa tego artystycznego i medycznego zderzenia!
JAK PRZEMIANY W SPOSOBIE MYŚLENIA WYMUSZAJĄ PRZEMIANY W SPOSOBIE TWORZENIA?- rzecz o stanie współczesnej świadomości i nowoczesnym teatrze jednocześnie!

ALTER EGO 4

 

ALTER EGO 5 ALTER EGO1 ALTER EGO3 ALTER EGO 2 ALTER EGO 4

 KLINIKEN / miłość jest zimniejsza niż śmierć na podstawie Kliniki Larsa Noréna i Traumgruppe Anki Herbut w reżyserii Łukasza Twarkowskiego (prapremiera 29 września 2012 we wrocławskim Teatrze Polskim) bez wątpienia nie jest „pièce bien faite”.Już mrocznie złożonym, gęstym semantycznie tytułem daje prowokujący sygnał, że nie będzie łatwo – ale jak mawia Krystian Lupa, „teatr być może musi coś w życiu utrudnić (rzucić pod nogi jakiś problem, pokazać konflikt, ale w ten sposób, żeby widz się zbyt łatwo z niego nie wywikłał. Rejterada z duchowych kłopotów nie prowadzi do niczego dobrego)”. Jedno jest pewne – osiemnastowiecznego saloniku ze zgrabną, a więc fałszywą, intrygą nie będzie. Jedynie klinika i miłość zimniejsza niż śmierć.

Twórcy spektaklu – Anka Herbut i Łukasz Twarkowski – wyrazili przez spektakl bardzo istotny przekaz: w każdym związku dwojga ludzi, nawet najbardziej intymnym, pojawia się przemoc i agresja, która później przenosi się na całe społeczeństwo, zatem społeczeństwo powstaje w układzie dwójkowym, którego spoiwem jest przemoc. Innymi słowy – co w mikroskali możemy oglądać pomiędzy dwójką najbliższych sobie osób – w makroskali widzimy potem w społeczeństwie: „Ten, kto kocha albo kocha bardziej, komu bardziej zależy na miłości lub na związku, przegrywa. Chodzi o to, że ten, kto kocha mniej, ma władzę. (…) I dlatego to zazwyczaj staje się po prostu brzydkie. Ciężko mi wyobrazić sobie jakikolwiek związek między ludźmi, który mógłbym nazwać pięknym” (Fassbinder). Zresztą nie o piękno w życiu chodzi, ale o chaos – jako drogę do zmian i rozwoju. „Bez chaosu spoczęlibyśmy na laurach. Ilekroć budujemy ład, tworzymy kłamstwo” (Lupa).

Kliniken radykalnie kwestionuje też społeczny pęd do określania, co jest normą, a co chorobą, do zrównania wszystkich z powszechnie obowiązującą matrycą, odwracają Norénowską relację. Przestrzeń kliniki przestaje być oddziałem zamkniętym, staje się enklawą wolności, strefą własnej autonomii – wyspą TSA (Tymczasowej Strefy Autonomii). „Normalni są najgorsi. Normalni są najbardziej nienormalni…” – puentuje w Kliniken Lars Norén. A ja za Lupą muszę zadać to pytanie: „Czy jest to idea teatru, czy idea życia… w gruncie rzeczy nie wiadomo…”

Przyczyn przemocy należy bowiem szukać szerzej: w opresyjnym kontekście społeczno-ekonomicznym. To system (polityka, prawo, edukacja, tradycyjna psychiatria hołubiąca chorobę) decyduje o wykluczeniu jednostek z życia, lokuje ich w undergroundzie, diagnozuje psychikę – gdy tymczasem nie ma czegoś takiego jak choroba psychiczna, jest tylko życie, prawda, że dość ciężkie, z którym trzeba sobie radzić (filozofia antypsychiatryczna Thomasa Szasza)…

(ciąg dalszy:http://www.teatrpolski.wroc.pl/media-o-nas/recenzje/normalni-sa-najgorsi

 

Po spotkaniu,w odpowiedzi na dyskutowane kwestie o terapii przemocą -  powstał tekst Jacka Mądrego, psychologa oraz psychoterapeuty psychoanalitycznego.

Jacek Mądry 1

Oto fragment tekstu Jacka Mądrego  (całość w zakładce: Artykuły)

Terapia przemocą.Zwrot ten w spektaklu pada kilka razy. W zawodzie terapeuty przyzwyczajamy się do myśli, że terapia służy dobru pacjenta. Leczy go. Z góry, poniekąd z automatu, zakładamy, że to, co pacjentowi mówimy, robimy jest dla niego dobre. Uważamy, że przynosimy ulgę w cierpieniu, więc nie możemy sobie wyobrazić, że leczenie może wiązać się z przemocą. Tym bardziej – może nie tylko nas – razi ten zwrot wypowiadany kilka razy. Jest niewygodny. Tkwi, uwiera, swędzi i irytuje. Jak można przemocą leczyć? No, jak? Swędzi i nie daje spokoju, bo trudno jest się przyznać przed samym sobą, że w założeniu, że robi się coś dla dobra czyjegoś, samo w sobie jest przesycone przemocą i terrorem – terrorem dobroci. Terrorem, w którym pacjent ma odbijać naszą wspaniałomyślność.(…)

Terror miłości, która nie pozwala na bunt, przemoc i nienawiść jest klatką, w której podmiot jest sprowadzony do roli lustra odbijającego wspaniałość, tego, który go kocha. Lecz ten, który kocha, kocha w podmiocie jedynie to, co stanowi jego własne odbicie. Klatka tak skonstruowana skutecznie morduje jakąkolwiek autentyczność w innym, który ma być sprowadzony do roli potwierdzania wspaniałomyślności kochającego. Dziecko musi być świadectwem ogromnej miłości rodziców. Pacjent, ma świecić przykładem i być potwierdzeniem skuteczności terapeuty. Inaczej być nie może.

Taki stan rzeczy konstruuje więzienie ideału zarówno dla kochającego i tego, który jest kochany. Idealne dziecko, żeby zaistnieć musi znienawidzić rodziców jak i również rodzice muszą znienawidzić dziecko, za to, że muszą być dla niego nieskazitelnym opiekunem.

Lęk, że nienawiść, którą czujemy zniszczy na zawsze kogoś kogo kochamy, jest być może jednym z głównych lęków współczesnego człowieka. Nie móc nienawidzić, to tortura. Wtedy istnieje przymus kochania, który jest nieznośny, dusi i nie pozwala na nic więcej poza nienawiścią, z której przebudzić się nie można i której żywić nie wolno. Nienawiść wtedy niszczy wszystko, pozostawia nas w pustce i bezcelowości, czyniąc z nas postacie bohaterów Kliniken, którzy są jak krzyk uwięziony w lustrze.

(…)

Share Button

THE RIGHT TO ART & HAPPY NEW YEAR!

Masza 2014-2015

Radośnie, Okołonoworocznie życzę Wszystkim
Pięknych Spotkań i Ciekawych Rozmów o Sztuce i Życiu.
Przynajmniej tak udanych – jak te, które przeprowadziliśmy w 2014 roku – spotykając się wokół ważnych teatralnych tematów z aktorami, reżyserami, psychologami, psychiatrami, fizykami, artystami i matematykami. Wszystkimi, którzy odkryli w teatrze te miejsca, którymi sztuka przenika w nasze indywidualne, prywatne życia i niespokojnie domaga się dialogowania!
Do Rychłego Zobaczenia! – najbliższe styczniowe spotkanie 14 stycznia! Zapraszam do Cocofli – books art cafe – 21.00

 

The Right to Art – to Dyskusyjny Teatr, który od lipca 2014, zaprasza wszystkich do rozmowy na tematy poruszane w sztukach wrocławskiego Teatru Polskiego, w przekonaniu, że dotyczą nas tak bardzo, iż domagają się szerszej – ponadśrodowiskowej dyskusji.

Ludzie korzystają z różnych mediów, by rozpoznać rzeczywistość. The Right to Art – proponuje teatr. Z bardzo oczywistego powodu – teatr jest pierwotny, żywy, bezpośredni – i do życia absolutnie niezbędny!

Chodzi więc o to, żeby wejść z nim w autentyczny dialog – zwyczajnie, bez konieczności naukowego oprzyrządowania – rozmawiać o jego indywidualnym, sobie tylko właściwym doświadczaniu. Podglądać go ze swojej perspektywy, na prywatny użytek, z własnych powodów. W nieustannym dialogu z innymi: perspektywami, powodami i doświadczeniami.

A więc niezależnie od tego, czy jesteśmy znawcami teatru czy przypadkowymi uczestnikami artystycznego zdarzenia – mamy do niego pełne prawo – The Right to Art!

Teatr dotyczy bowiem absolutnie wszystkich. Obojętnie więc – czy jesteś artystą, fizykiem, psychologiem, neurobiologiem czy botanikiem, lekarzem czy kucharzem – teatr tłumaczy każde bez wyjątku życie, wyprowadza z ukrycia pochowane myśli, testuje najtrudniejsze problemy naszego prywatnego i zbiorowego świata.

Czas więc przestać rozumieć go wyłącznie elitarnie – bo wbrew niektórym opiniom – my potrzebujemy teatru tak samo jak on potrzebuje nas wszystkich: naszej obecności, reakcji: zachwytu i oburzenia – na równi. Bez tego nie mógłby istnieć.

Tyle, że teatr potrzebuje widza świadomego, krytycznego, wyemancypowanego. W przeciwnym razie – jak ostrzega Jacques Ranciere – jeśli wciąż będziemy w przekonaniu, że nie potrafimy niczego pojąć bez pomocy wielkich umysłów – zawsze oddamy się jakiejś władzy, zniewoleniu i opresji.

I co najważniejsze – teatr nakłania do rozmowy nawet wówczas, a może przede wszystkim wtedy, gdy się nie podoba!

The Right to Art podziela zdanie tych twórców, którzy uważają, że teatr nie jest od tego, żeby się podobać. Ma poruszać, denerwować, wytrącać, oburzać.

Powinien przecież być przestrzenią wolności, stwarzać obszar nieskrępowanej rozmowy, pozwalać, w możliwie bezpiecznych warunkach, śmielej niż w życiu, przekroczyć granice naszych emocji i doświadczeń.

Zawsze przecież możemy stamtąd powrócić, nawet jeśli przemienieni, to nigdy wbrew naszej woli.

Spotkania zorganizowane w ramach działań The Right to Art
(lipiec-grudzień 2014)

SPOTKANIE 1. TEATR IDZIE DO KINA .
Zorganizowane zostało wobec największego we Wrocławiu Festiwalu Filmowego NOWE HORYZONTY. Na spotkaniu obecni byli m.in. reżyser teatralny i filmowy Przemysław Wojcieszek oraz znana kompozytorka muzyczna oraz piosenkarka Julia Marcell.( Spotkanie odwoływało się do relacji między konkursowym filmem „Jak całkowicie zniknąć?” a teatralną sztuka również autorstwa Wojcieszka „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię”).

SPOTKANIE 2. PISS & FREUD.
Gościem spotkania z widzami był znany, wrocławski psychiatra dr Tomasz Piss.
Rozmowa dotyczyła SKANDALU W ŻYCIU I SZTUCE.( W związku przede wszystkim z „Golgotą
Picknic” Rodrigo Garcii).

SPOTKANIE 3. O CO CHODZI W TEATRZE POLSKIM
I DLACZEGO TO JEST DLA NAS TAKIE WAŻNE?
Spotkanie podejmowało żywo kwestię wszczęcia procedury odwoławczej dyrektora Teatru Polskiego K. Mieszkowskiego. Spotkanie wiązało się z możliwością wypowiedzi w radiu TOK
FM w programie NA ŻYWO czym jest dla mieszkańców i widzów wrocławski teatr i CO ON
DAJE SPOŁECZEŃSTWU?
SPOTKANIE 4. WIDZIAŁA PANI TYCH MŁODYCH W TEATRZE
I CO ONI SOBIE W OGÓLE SOBIE MYŚLĄ!?
Zainicjowanie spotkania z artystycznym kolektywem młodych twórców IP GROUP, rozmowy o teatrze młodej generacji: Jak różne eksperymentalne, radykalne praktyki artystyczne
modyfikują nasze SPOSOBY ROZUMIENIA WSPÓŁCZESNEGO ŚWIATA?
Identity Problem Group to interdyscyplinarny kolektyw artystyczny, łączący sztuki wizualne i performatywne oraz dramaturgię
z architekturą, wideo i soundartem. Twórcy poruszają się w obszarze improwizacji,performance art, instalacji multimedialnych oraz filmu. Skupiają się na procesie twórczym,
wyrażanym w działaniach laboratoryjnych i kreacji artystycznej. IP Group tworzą: Piotr Choromański,Anka Herbut , Łukasz Twarkowski ,Jakub Lech i Bogumił Misala.

SPOTKANIE 5. POLITYKA TEATRU TEATR W POLITYCE.
Ciąg dalszy czynnego uczestnictwa THE RIGHT TO ART w akcji protestacyjnej. Lista z naszymi
podpisami trafiła do Urzędu Marszałkowskiego.
( Spotkanie wokół spektaklu performansu:
„Czy Pan to będzie czytał na stałe?” Michała Kmiecika i Marzeny Sadochy oraz akcji: TEATR NIE JEST PRODUKTEM; WIDZ NIE JEST KLIENTEM.
SPOTKANIE 6. JAK UWOLNIĆ TWÓRCZĄ ENERGIĘ.
Spotkanie z aktorką i pedagog PWST Jolantą Zalewską o tym jak wykorzystać techniki artystyczne w innych zawodach, jaką rolę w edukacji XXI wieku odgrywa sztuka, jakie nowe możliwości dla twórców otwiera przemysł kreatywny. Innymi słowy JAKIE MAMY KORZYŚCI Z UCZESTNICTWA W SZTUCE? (Spotkanie wokół spektaklu Tęczowa Trybuna 2014. Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego, w którym Jolanta Zalewska gra rolę Pani Prezydent).

SPOTKANIE 7. TYLKO TY MI ZOSTAŁAŚ, MOJE DZIECKO.
Rozmowa wokół spektaklu Jana Klaty:”Utwór o Matce i Ojczyźnie”. Tym razem przede wszystkim o naszych trudnych relacjach z Matką i Ojczyzną – dwoma największymi figurami kultury i natury, determinującymi od zawsze nasze życie intymne i zbiorowe. Czyli o związkach teatru z psychologią, sztuki z życiem.
SPOTKANIE 8. NIEPRZYSTOSOWANIE POZYTYWNE.
Spotkanie ze znawcą sztuk widowiskowych i scenicznych bohaterów neurotycznych dr Milanem Lesiakiem wokół „Smyczy” Natalii Korczakowskiej, monodramu Bartosza Porczyka oraz TEORII DEZINTEGRACJI POZYTYWNEJ, pozwalającej widzieć normę jako pojęcie wielopoziomowe. Innymi słowy wokół odpowiedzi jaka jest jasna strona naszych neurotycznych osobowości?!

SPOTKANIE 9 i 10. ALTER EGO W TEATRZE – CZYLI O ŻYCIU NASZYM PSYCHICZNYM I SCENICZNYM.
Czy teatr to wciąż dobre miejsce do przyglądania się sobie i czy wszyscy jesteśmy neurotykami?
Po „Smyczy”, „Hansie, Dorze i Wilku” a przed „Podróżą zimową” – grupa psychologów i psychiatrów odpowiada na pytania, które wynieśliśmy z teatru – co robić, jak żyć – mimo, że nie uda się nam (mimo terapii!) dociec przyczyn bólu naszego istnienia!?
Spotkanie wzięli udział specjaliści od zaburzeń osobowości:psychologowie z Pracowni Psychoterapii „Alter Ego”.

Projekt realizowany w ramach Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Share Button

NIE SPODZIEWAJCIE SIĘ,ŻE ZNAJDZIECIE TU WOLNOŚĆ!

PRZEDSIONEK

Nigdy nie doczytałam 120 dni Sodomy markiza de Sade’a do końca. Nigdy nie obejrzałam też filmu Pasoliniego w całości. Nie mogłam pokonać oporu. Nie stać było mnie na radykalne przekroczenie granic odrazy i lęku – przed estetyczną i etyczną transgresją. Nie radziłam sobie z mieszaniną ekskrementów, genitaliów, spermy i krwi. Z gwałtem zadanym myślom i trzewiom.
Dopiero ostatnio w teatrze przyszło mi się skonfrontować z tematem, przed którym dwa razy zbiegłam w wygodne pozycje teoretyka kultury rozczytanego w pismach Rolanda Barthes’a czy Pierre’a Klossovskiego.
Nagle zostałam za sprawą scenicznego czytania w teatrze włączona w proces rozpoznawania istoty seksualnych okrucieństw, poniżeń, perwersji i zbrodni. Przychodząc na czytany spektakl z własnej woli – wkroczyłam w PRZEDSIONEK PIEKŁA.
Głosem z offu co prawda uprzedzona na wstępie – ale już bez możliwości odwrotu.

Wy, zgromadzone tu słabe stworzenia przeznaczone dla naszych przyjemności nie spodziewajcie się, że znajdziecie tu wolność, jaką cieszyliście się w świecie zewnętrznym. Jesteście tu poza zasięgiem jakiejkolwiek legalnej władzy. Nikt nie wie, że tu przebywacie. Dla świata jesteście już martwi

Dalej już tylko czekały kolejne piekielne kręgi dantejskie.

KRĄG MANII – rozpoczyna prowokacyjną wędrówkę w umysłowe i zmysłowe odmęty. Wychodzi kusząco piękna i ponętna Halina Rasiakówna. Uwodzi brzmienie jej rozkosznych słów. Dopiero po chwili dociera ich okrutny sens. Perwersja potęguje się z każdą nowa opowieścią rozwiązłej narratorki. KRĄG GÓWNA – pojawia się kolejna zjawiskowo piękna prostytutka, długonoga Janka Woźnicka, wyniośle zimna niby Tilda Swinton. Cała doskonała i jasna. Spośród wszystkich perfekcyjnych części jej ciała – pośladki są bezkonkurencyjne. Zaczynają na ekranie żyć własnym video-życiem. Rytmicznie wyzywające. Kalejdoskopowo zwielokrotnione. Omnipotentne. Naczynie i narzędzie okrucieństw. Zapowiadające seksualne zbrodnie. KRĄG KRWI – tu wkracza w kałużę wydzielin i mazi – mrocznie elektryzująca, niepokojąca Ewelina Żak w białej geometrycznej sukience szczelnie obszytej futerkiem, w komplecie z białymi rękawiczkami po łokcie. Perfetto! The Prostitution of Italian Fashion! Perwersyjne pomieszanie znaków.
Pornografia życia i sztuki. Kultury i natury.Narzędzia opresji. Wyznaczniki statusu i władzy. Czarne golfy egzystencjalistów czy garnitury Gorgia Armaniego mogą okazać się równie niebezpieczne, co mundury faszystów. Wyrafinowana kultura wyklucza i zawłaszcza silniej, niż nieokiełznana natura.
W tym sensie totalna wolność seksualna, obyczajowa czy polityczna – może uwalniać i zniewalać jednocześnie. Wzmacniać systemy poniżania. Pożerać i wydalać samą siebie.

I te paradoksalne zastrzeżenia – jak pokazuje czytany tekst 120 dni Sodomy w Teatrze Polskim – stanowią wyzwanie każdej współczesności, również tej wirtualnej. Przesyt. Przymus posiadania. Nadmiar. Faszyzm konsumpcyjny. Orgiastyczny. Zachłanny. I władza. Wszelka władza grupowa czy jednostkowa:

Nie ma nic bardziej fundamentalnie, dogłębnie anarchicznego niż Władza – jakakolwiek władza.

Reżyserem czytania 120 dni Sodomy na podstawie prozy markiza de Sade’a i filmu Piera Paola Pasoliniego jest – debiutujący w tej roli? zresztą świetnie!- Oskar Sadowski, który zaadaptował scenicznie tekst wraz z dramaturżką Anką Herbut (współautorką innych, znanych już spektakli Teatru Polskiego: Farinelli oraz Kliniken/miłość jest zimniejsza) .

I trzeba mocno podkreślić, że tak poprowadzone poniedziałkowe czytanie miało siłę rażenia gotowego spektaklu, na co bez wątpienia – prócz doskonałej gry aktorskiej – wpłynęły pozostałe elementy czytanego przedstawienia: wykorzystanie oryginalnej scenografii i technik videoprojekcji oraz stworzenie świetnie zsynchronizowanej z energią wypowiedzi muzyki i efektów akustycznych Bogusława Misali.

Wspominam o tych zabiegach szczególnie chętnie, bo za ich wykorzystaniem, stoi najczęściej grupowy brainstorming młodych artystów różnych środowisk twórczych. (Anka Herbut i Bogusław Misala współtworzą Identity Problem Group – to interdyscyplinarny kolektyw artystyczny, łączący sztuki wizualne i performatywne oraz dramaturgię z architekturą, wideo ze sztuką dźwięku. Multimedialną grupę tworzą – oprócz Herbut i Misali – Piotr Choromański, Jakub Lech oraz Łukasz Twarkowski.

W efekcie ich niestandardowych działań – można z ciekawością widza,wybiegającą poza każdą metrykę, podglądać nowoczesne, czasem ryzykowne, bo graniczne, zawsze śmiałe metody konstruowania nowej rzeczywistości (a poprzez język – całej gramatyki) teatralnej.

Ta zespołowa interdyscyplinarność wyzwala zaskakujący, synergiczny potencjał kreacyjny – co pozwala na niespotykaną dotąd zmianę percepcji, inny sposób myślenia o teatrze, sprowokowany przede wszystkim poprzez nowe media – a więc wykraczający formalnie i mentalnie poza dotychczasowe punkty graniczne – dlatego też konieczny do oswojenia.

W przeciwnym razie – utkwiwszy w starej narracji – możemy przestać się wzajemnie komunikować i rozumieć.
Zwłaszcza, że Virtual Reality stała się naszą obowiązującą, poszerzoną realnością. Bez odwrotu. Kruegerowską Psychic Space. Co fascynuje i niepokoi jednocześnie.

Komputer jest w stanie wniknąć w naszą intymność głębiej niż my sami. Za pomocą sygnałów światła i dźwięku syntezatorów może bez skrepowania rozpowiedzieć światu o naszych myślach i emocjach. Czasem mnie to wzrusza. Czasem przeraża. Jedno jest pewne -  przestajemy należeć do siebie. Pornografia duszy. Możemy pomylić się z naszymi awatarami. Oddać im naszą tożsamość.

Rzeczywistość Wirtualna jest w stanie pochłonąć naszą intymność. Dobrze, że teatr nie boi się eksplorować tych rejonów.

Czytanie 120 Dni Sodomy w Teatrze Polskim pokazuje ogromną gotowość – młodych przecież twórców – do podjęcia wyzwania. Wydają się być pięknie rozgrzani, do podjęcia kolejnych artystycznych działań. Być może w pewnej części jest to również efekt intensywnej, dopiero co zakończonej, pracy przy spektaklu Krystiana Lupy Wycinka.

Oskar Sadowski był w pracy nad spektaklem Lupy, euforycznie wręcz przyjętym tak przez publiczność, jak i krytyków – asystentem reżysera; doskonałe video-filmy do spektaklu stworzył Łukasz Twarkowski wespół z Karolem Rakowskim a autorem oprawy muzycznej był Bogumił Misala.
Oskar Sadowski zrobił tez podczas pracy nad Wycinką nieprawdopodobnej urody zdjęcia. Niewiele wiem o ich technice – zachwyca mnie ich głębia, w której widać dużo więcej, niż jest pokazane. Dokładnie jak w czytanym spektaklu 120 dni Sodomy.
Markiz de Sade i Pasolini by OSKAR Sadowski. Congratulations!

Share Button

WSZYSCY JESTEŚMY WROCŁAWIEM

The Right to Art brało udział w spotkaniu zorganizowanym 13 listopada przez Instytut Kulturoznawstwa w ramach projektu ESK Party. Obywatele.net.

Organizatorzy zapraszają wrocławian do rozmowy na temat swojego miasta. Miasta, w którym żyją. Miasta, do którego mają prawo. Miasta, którym sami są!

Weź udział ( ciąg dalszy 20 listopada) pomimo zniechęcenia i zawodów wobec realizacjami zwycięskiej aplikacji Wrocławia o tytuł ESK; weź udział pomimo zdezawuowania się niektórych pojęć i haseł; weź udział, chociaż straciłeś zapał podczas innych spotkań wokół ESK.

Kiedy Robert Palmer – największy międzynarodowy autorytet w zakresie projektu Europejskich Stolic Kultury przyjechał do Wrocławia – na spotkaniu Społecznej Akademii Kultury wystąpił z  krytycznym i bardzo stanowczym raportem, którego istotne dla nas fragmenty brzmiały:

” konieczne są zmiany podejścia w zarządzaniu wrocławską kulturą.(…) żyjemy w czasach gwałtownych przemian – dlatego jest dla mnie niepojęte, że podmioty odpowiedzialne za kształtowanie polityk kulturalnych, planowanie kultury, praktyki kulturalne, projekty kulturalne, zdają się chować głowy w piasek, kiedy przychodzi przemyśleć ich działanie na nowo!”

A więc – przemyślmy nasze działania na nowo – nawet jeśli nie jest to po myśli urzędników, kuratorów, decydentów!

Ważne społecznie sprawy wymagają czasem dużej cierpliwości i pewnej niewygody.

Świetnie o głębokiej demokracji mówi Tomasz Teodorczyk, psychoterapeuta i nauczyciel pracy z procesem, zajmujący się również terapią i edukacją przez sztukę. W swoim wystąpieniu „Terapia świata – głęboka demokracja”- powołując się na antropologię kulturową – wyjaśnia, co antropologia kulturowa ma nam ważnego w tej kwestii do powiedzenia:

„Otóż badania tzw. ludów pierwotnych pokazują nam, że zasadniczo nie stosują one głosowania większością gdy mają rozstrzygać jakiś ważny problem. Kiedy do tego dochodzi, spotkania trwają tak długo aż wszystkie strony osiągną porozumienie. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze dlatego, że ważniejsze dla tych społeczności jest zadbanie o dobre relacje pomiędzy wszystkimi częściami systemu, po drugie nie są pod tak dużą presją jak społeczeństwa „bardziej cywilizowane”, żeby szybko i sprawnie podejmować decyzje, po trzecie dysponują też innym modelem liderowania, o czym będzie mowa w dalszej części. Obserwowałem tego typu procedury w różnych częściach świata.

Na przykład Dogonowie w Mali i Burkina Faso mają specjalne miejsca, w których odbywają się spotkania społeczności służące do rozstrzygania ważnych kwestii. Tego typu spotkania trwają wiele godzin a czasem nawet dni, a miejsce nazywa się toguna. Jest to pomieszczenie bez ścian (oczywiście ze względu na klimat) a jego cechą jest to, że jest bardzo niskie. Ma to swoje praktyczne znaczenie, bo można w nim zasadniczo tylko siedzieć a gdy ktoś się zezłości, to wstając nieuchronnie walnie się w głowę, co na pewno ostudzi jego emocje. No cóż, różne społeczności mają różne metody radzenia sobie z gwałtownymi emocjami!

Mówię o tym dlatego, bo w pracy z procesem mamy pewien radykalny pomysł zwany głęboką demokracją. Jest to pojęcie, które stanowi podstawę procesowego myślenia i oznacza podejście, w którym żadna część danego systemu nie jest uważana za lepszą, każda ma prawo nie tylko do wypowiedzenia się ale też do współdecydowania o całości systemu (bez względu na to czy tym systemem jest człowiek, grupa czy społeczność dowolnej wielkości). Głęboka demokracja oznacza zasadniczą równość i wspieranie każdej części systemu (jedynym wyjątkiem są tu nadużycia) oraz każdego ludzkiego doświadczenia i postawy. W praktycznym działaniu grupowym robimy to poprzez tzw. procesy grupowe oraz otwarte fora. Są to mniej lub bardziej linearnie prowadzone spotkania grupowe gdzie obecne i wyrażane są wszystkie poglądy i emocje w danej kwestii a nad całością komunikacji między podgrupami czuwa zespół facylitatorów.

Podstawą tego typu myślenia jest, podobnie jak w społecznościach pierwotnych, większa dbałość o dobre relacje niż o szybki efekt i decyzję. W praktyce zresztą, jak dobrze wiemy, szybkie decyzje podejmowane przez większość dokonywane są zwykle kosztem jakiejś innej części systemu, co budzi jej niezadowolenie, i które szybko doprowadzi do sabotażu decyzji i destabilizacji systemu.
Jeżeli więc chcemy opiekować się światem to przede wszystkim musimy to robić w duchu głębokiej demokracji, inaczej nie przyniesie to trwałych efektów”.

Jeśli marzy nam się głęboka demokracja – nie zwracajmy całej uwagi na niewygody i niepowodzenia, nie poddawajmy się zniechęceniu, weźmy za to czynny udział w ESK Party!
Szczegóły:
https://www.facebook.com/obywatelskastolicakultury?fref=tsjak partycyp.1

Share Button

FROM WROCLOVE WITHOUT LOVE

Strzępka1Po zwycięskiej, wrocławskiej aplikacji prof. Adama Chmielewskiego - Przestrzenie dla Piękna, która zachwyciła całą Europę – sama doznałam gwałtownego twórczego impulsu i ściśle w ramach jej założeń– wymyśliłam projekt The Right to Art.

Jego ideą było stworzenie szeroko rozumianego Teatru Dyskusyjnego, przeniesienie istotnych, społecznie ważnych rozmów o repertuarze wrocławskich teatrów w przestrzeń publiczną,gdzie można swobodnie, nieformalnie rozmawiać o sensie życia i tworzenia.

Z gotowym projektem pobiegłam do wrocławskich urzędów zajmujących się kulturą. Zanim zostałam przyjęta – o Adamie Chmielewskim nikt już nawet nie wspominał – a szefowanie biurem ESK przechodziło z rąk do rąk.
Chciałam jeszcze wtedy wierzyć w istotne powody takiego obrotu sprawy.

Naiwnie liczyłam chociaż w ciągłość aplikacyjnej idei (dostępnej w pdf na 122 stronach).
Jak mantry wyryte miałam w głowie wzniosłe frazy aplikacji o rozwoju publiczności i urzeczywistnianiu uczestnictwa wszystkich mieszkańców Wrocławia w kulturze:

Zabiegając o status Europejskiej Stolicy Kultury, chcemy się przeciwstawić instrumentalizacji dóbr kultury i sztuki oraz zaprzęganiu ich w służbę innych celów, zwłaszcza ekonomicznych. Sądzimy, że życie pozbawione obcowania z dziełami autentycznej sztuki jest życiem zubożonym i niepełnym.

Mając pełną świadomość związków między ekonomią i kulturą, a także tego, że kultura może
funkcjonować jako czynnik sprzyjający rozwojowi gospodarki, jesteśmy przekonani, że dzieła
kultury i sztuki, a także sam proces ich tworzenia, mogą odgrywać mobilizującą rolę, gdy są traktowane jako dobra autoteliczne, nieredukowalne do innych.

Wierzymy, że żywa kultura i autentyczne dzieła sztuki mogą powstawać tylko wtedy, gdy powstają w warunkach prawdziwej wolności od presji gospodarczych, politycznych i światopoglądowych. Doceniamy piękno wolności, opowiadamy się za wolnością piękna.

I jeszcze choćby tylko to: - ” Nulla ethica sine aesthetica!”.

Polecam całość w lekturze – bo z pewnością nie doświadczymy tego nigdy w życiu!

W urzędach usłyszałam jednak coś kompletnie innego; że nikt nie potrzebuje teatru dyskusyjnego – tylko elitarnego – czyli ładnego (!), do którego się chodzi ładnie(!) ubranym . A dyskusyjne to są jedynie kluby filmowe – i mój dziwny projekt…

Optymistyczna natura pozwoliła mi nie stracić zupełnie wiary – i pobiegłam na spotkania związane z poszczególnymi kuratorami organizowane przez biuro ESK w kinie Nowe Horyzonty – w nadziei otrzymania sensownych informacji o zapowiadanych grantach.

Efekt: żadnych konkretów, mgliście jedynie – i to już wyłącznie – o mikro, by nie rzec, o nano-granatach.

Uczepiłam się wtedy ostatniej nadziei: Robert Palmer. Największy międzynarodowy autorytet w zakresie projektu Europejskich Stolic Kultury- przyjechał właśnie do Wrocławia i był gościem Jacka Żakowskiego na spotkaniu Społecznej Akademii Kultury.

Palmer wystąpił z dynamicznym, krytycznym i stanowczym raportem:
konieczne sa zmiany podejścia w zarządzaniu wrocławską kulturą. I dalej mówił z autentycznym przejęciem: „żyjemy w czasach gwałtownych przemian – dlatego jest dla mnie niepojęte, że podmioty odpowiedzialne za kształtowanie polityk kulturalnych, planowanie kultury, praktyki kulturalne, projekty kulturalne, zdają się chować głowy w piasek, kiedy przychodzi przemyśleć ich działanie na nowo!
( nagranie dostępne na youTube – Jaka ESK ma sens?).

Raport miał zgasić nieznośne samozadowolenie wrocławskich urzędników odpowiedzialnych za ESK. Nie ugasił. W urzędniczej schizofrenii – gdzie głoszone idee zupełnie rozchodzą się z ich realizacją – nikt z lokalnych władz nie zauważa na przykład sprzeczności pomiędzy pomysłem zorganizowania w 2016 roku wielkiej Teatralnej Olimpiady – a próbami urzędniczego wyeliminowania w tym czasie najcenniejszych ludzi, którzy od lat budują we Wrocławiu – wraz z całym zespołem – teatr artystyczny, absolutnie pierwszoligowy, nagradzany w kraju i na świecie. Mam oczywiście na myśli dyrektora Teatru Polskiego – Krzysztofa Mieszkowskiego.

Piszę o tym w związku z całym gigantycznym, żenującym, (nie)kulturalnym zamieszaniem – jakiego jesteśmy świadkami od ponad tygodnia (wszczęciu postępowania odwoławczego wobec Krzysztofa Mieszkowskiego przez Urząd Marszałkowski).

Piszę dziś o tym również dlatego, że w mojej małej, krótkiej historii The Right to Art postać dyrektora Teatru Polskiego okazała się kluczowa.
Bo to ostatecznie Krzysztof Mieszkowski wysłuchał mój pomysł i zarekomendował ideę The Right to Art w formalnym piśmie do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Stamtąd potem otrzymałam stypendium na jego realizację: czyli na zaktywizowanie wrocławskiego środowiska poprzez szerokie, okołoteatralne działania Teatru Dyskusyjnego; na zainicjowanie ważnych rozmów o sztuce i życiu w wielu nieformalnych miejscach miasta, tak, żeby teatr mógł stać się istotnym medium społecznej komunikacji dla jeszcze szerszych kręgów wrocławian .
Dokładnie tak, jak o tym mówi zwycięska aplikacja ESK w punkcie: przeciw komodacji kultury! Innymi słowy: Wszyscy mamy prawo do sztuki – The Right to Art.!

Takie doświadczenia własne, napisane tu zaledwie skrótowo i oszczędnie dramaturgicznie, choć w moim wypadku szczęśliwym trafem zakończone – uruchomiło lawinę niechcianych, spychanych dotąd w podświadomość obrazów i myśli, że Wrocław jako zwycięskie miasto, trwa w jakimś nieznośnym, narcystycznym samozadowoleniu i poczuciu wyjątkowości, gdy tymczasem urzędnicza rzeczywistość i polityka kulturalna temu przeczy.

Eliminuje się kolejnych, ważnych ludzi nauki i kultury ( dziś prof. Chmielewski zapraszany jest na wykłady do Warszawy i dalej w świat, dyrektor Mieszkowski karany jest odwołaniem za jeden z najlepszych teatrów w Polsce; twórcy i aktorzy – niepostrzeżenie uciekają do Warszawy (Kinga Preis, Krzysztof Dracz, Monika Strzępka, Paweł Demirski) albo do Krakowa (Marcin Czarnik, Michał Majnicz). Wszyscy oni kierowali się wyłącznie kryteriami finansowymi, bo za gaże – do bólu oszczędne – nie dało się tu godnie żyć.

Paradoks wrocławskiego Teatru Polskiego polega na tym, że swoją ogromną, artystyczną potencją – z jednej strony – przyciąga wybitnych aktorów i twórców ( gigant teatru – Krystian Lupa – związał się z Teatrem Polskim – jako jedynym w Polsce, z Dramatycznego przyszedł na etat Andrzej Szeremeta, współpracuje też obecnie z Polskim Jan Frycz) – a swoją skrajną, permanentnie deficytową kondycją finansową – z drugiej strony – ich odpycha.
By wspomnieć Monikę Strzępkę i Pawła Demirskiego – odważny duet reżysersko-dramaturgiczny, twórców wystawianej wciąż w teatrze Tęczowej Trybuny 2012. Oni chcieli na stałe związać swoje twórcze i prywatne życie z Wrocławiem, kupili tu mieszkanie, teraz się wyprowadzają do Warszawy – z tych samych, bazowych – finansowych powodów.

Nie chcę myśleć, że za nimi pójdą za moment inni, bo jeśli odbierze im się – prócz resztek pieniędzy – jeszcze możliwość i radość tworzenia – może im nie starczyć miłości do Wrocławia, który sam ich nie kocha.From Wrocław without love!
I słusznie zostaniemy okrzyknięci stolicą niewiadomoczego – kpiny – bzdury – bo przecież nie kultury!

Share Button

PISS & FREUD

PISS & FREUD
czyli diagnoza teatralnych zachowań
postawiona przez psychiatrę dr Tomasza Pissa

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

NAJBARDZIEJ PODOBA NAM SIĘ NASZ WŁASNY TEATR

Każdy z nas ma swój własny teatr: wyobrażenia na dany temat, porządne – raz na zawsze ustalone poglądy, przekonania i oceny aspirujące naturalnie do nieomylności. I jeśli tylko ktoś chce nam zburzyć ten porządek – zrobimy wszystko, żeby go zatrzymać. Dlatego też najbardziej podoba nam się ten teatr, który dobrze znamy ( te melodie – jak mówił inżynier Mamoń w Rejsie Piwowskiego, które już raz słyszeliśmy. Po prostu… No… To… Poprzez… reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę)?
Inżynier Momoń na wszelki wypadek więc nie chodzi do teatru w ogóle. Zresztą do kina również chodzić nie lubi. A szczególnie nie chodzi na filmy polskie.
Brak akcji. Nuda. Nic się nie dzieje i dialogi niedobre.

Bardzo niedobre dialogi są.
(…)
No i aż mi się chce wyjść z… kina proszę pana… I wychodzę…
(…)
No i panie i kto za to płaci? Pan płaci… Pani płaci… My płacimy… To są nasze pieniądze proszę pana…

INŻYNIER MAMOŃ I TEORIA DYSONANSU POZNAWCZEGO

Inżynier Mamoń genialnie, na sobie właściwy sposób – wyłożył teorię dysonansu poznawczego.Generalnie lubimy rzeczy znane. One budują strefę naszego komfortu poznawczego i odbiorczego.Wzruszają nas poprzez rzeczoną reminiscencję. A więc chronią przed ewentualnym zaskoczeniem, konfuzją i ostatecznie skandalem! Spełniają nasze oczekiwania. I nie ma w tym naturalnie nic złego – pod warunkiem, że nie jest to nasze ostateczne oczekiwanie wobec sztuki.

SZTUKA NIE JEST WYŁĄCZNIE PO TO, ŻEBY SIĘ PODOBAĆ

Naturalnie po to też! Komfort naszego systemu nerwowego, harmonia naszych zmysłów jest ważna i potrzebna. Z tego powodu słuchamy z upodobaniem Czterech pór roku Vivaldiego, które nieodmiennie nas zachwycają – chociaż – odkąd wykonał je punkowo, transowo,niestandardowo Nigel Kennedy – może już nie wystarczyć nam Berliner Philharmoniker.

SZTUKA MUSI PORUSZAĆ

Naturalnie zdarza się, że to, co nas porusza jest – obiektywnie rzecz ujmując – piękne, ale bywa, że poruszają nas rzeczy – w powszechnym rozumieniu – brzydkie, odstręczające, ostentacyjnie prowokacyjne, wytrącające nas z naszych odbiorczych przyzwyczajeń – wtedy właśnie najczęściej mamy do czynienia ze skandalem w sztuce.

Maja Kleczewska, jedna z najważniejszych polskich reżyserek teatralnych (rocznik 1973)
w rozmowie z Mikem Urbaniakiem wyznaje:

Wierzę w teatr oparty na konflikcie. Nie szukam w teatrze miłych chwil. W teatrze chcę fundamentalnego wstrząsu (mowa o podglądaniu człowieka w sytuacjach ekstremalnych)… Bo tylko to nam coś mówi o człowieczeństwie, skłania do przemyśleń, nie usypia. Sztuka nie ma usypiać, tylko pobudzać. Kim jest człowiek? Po co żyje? Dlaczego tak źle żyje? Trzeba się zbliżać do ukrytego. Do teatru idzie się po to, żeby zanurzyć się w sobie, poczuć coś, czego nie ma się odwagi poczuć w samotności, skonfrontować z demonami. Dlatego zawsze cieszy mnie widz zdenerwowany, bo to oznacza, że pojawiła się emocja, że włącza się mechanizm obronny. Wtedy mnie interesuje, przed czym jest ta obrona, na co nie ma zgody. Widz musi wyjść z teatru dotknięty tym, co zobaczył. Teatr to włożenie widelca w oko. (…)
Wiem, jak zrobić spektakl, który „będzie się podobał”. Tylko po co? Ja nie chcę się podobać. Nie po to robię teatr. Chcę eksplorować nowe obszary, nawet za cenę katastrofy. Poza tym trudno jest mówić o istotnych rzeczach, flirtując jednocześnie z publicznością.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,15764440,Maja_Kleczewska__Widelcem_w_oko.html

MNIEJSZY SKANDAL W SZTUCE

Mniejszy skandal w sztuce – jeśli w ogóle można go zmierzyć skalą zbiorowych oburzeń, społecznych protestów, medialnej intensywności, indywidualnych zgorszeń i pojękiwań – dotyczy najczęściej kwestii estetycznych. Przede wszystkim więc mówi o nim zainteresowane środowisko odbiorców.Bez wątpienia do takich skandali można zaliczyć muzyczny utwór Johna Cage’a z 1952 roku znany pod tytułem 4’33’’- co znaczy Cztery i pół minuty ciszy. Utwór ten to dokładnie 273 sekundy ciszy. W trzech częściach! Pianista siedzi nieruchomo przed klawiaturą fortepianu i nie gra – bo partytura składa się z samych pauz.
Utwór może być naturalnie wykonywany na dowolnym instrumencie. Najciekawsze są jednak wykonania orkiestrowe (sic!).

Jakkolwiek irracjonalnie to brzmi – Cage zrewolucjonizował historię muzyki najnowszej. Zwrócił uwagę na rolę ciszy w muzyce – pozornej ciszy, bo w istocie możemy się wtedy wsłuchać w całą gamę ultradzwięków, na które cywilizacyjnie jesteśmy już głusi, a co więcej, możemy wsłuchać się we własne wnętrze – choćby miała być to tylko praca jelit i bicie serca.
Zastanawia, że w Polsce o Cage’u mówi się bardzo niewiele.

WIELKI SKANDAL W SZTUCE

Wielki skandal w sztuce dotyczy najczęściej kwestii moralnych i religijnych. Rodzi się wtedy, gdy artysta podważa powszechnie przyjęte – choć już niekoniecznie powszechnie przestrzegane – zasady. Czasem wystarczy, że podda tylko w wątpliwość którąś z obowiązujących prawd – w przekonaniu, że jeśli istotnie prawdziwa – to przecież sama się obroni, ale najczęściej nie ma szans się o tym przekonać, bo jej fanatyczni obrońcy – w imię urażonych uczuć religijnych – nie chcą podobnego testu, ani zresztą żadnej innej formy konfrontacji. Co wyrażają poprzez ostry, nienawistny protest. Z wyjściem na ulicę włącznie i zabarykadowaniem wejść do teatrów – jak to miało miejsce przy okazji tegorocznego spektaklu Golgota Picnic Rodriga Garcii.
Jak można się domyślać – nikt nie dyskutował wtedy o treści – całą uwagę przenosząc na obraźliwą dla wielu formę ekspresji artystycznej. Duchową aktywność przedkładając nad powierzchowne gesty-manifesty. Ostatecznie cała medialna debata zwrócona była nie na dzieło zderzające renesansowe obrazy Pasji z pustką duchową współczesnych społeczeństw Zachodu i ich kulturą przemocy – a na dyskusję o cenzurze sztuki w ogóle. Co jest naturalnie jedyną pozytywną stroną całej awantury – ze szkodą jednak dla istoty spektaklu i trudnych pytań, na które wciąż nie daliśmy odpowiedzi.

Linki poniżej – lektura obowiązkowa.

http://wyborcza.pl/1,75475,16102880,Rodrigo_Garcia__Jestesmy_niewolnikami_swojego_dobrobytu.html

http://wyborcza.pl/1,76842,16231860,Co_mowi_Chrystus_w_spektaklu__Golgota_Picnic___Przeczytaj_.html

http://studioopinii.pl/urszula-glensk-teatr-przed-teatrem/

Dlaczego, skąd ta pasja – wyrażona tak dziwaczną figurą? – pyta Krystian Lupa- Być może powodem jest nasza wewnętrzna pustka, za to w stanie obrażenia stajemy się święci? Kiedy nic w tobie nie ma, musisz poszukać sobie wroga, aby być kimś. Nienawiść stanie się wtedy rdzeniem twojego jestestwa. Musisz wyjść na poszukiwanie Antychrysta, kiedy już nie masz w sobie żadnego innego ruchu. Bo to, co ci proponuje Rodrigo Garcia, jest – jak by nie było – próbą poszukiwania Boga, którego nie masz, który znowu stał się kimś obcym. Wolisz jednak poszukującego zamknąć za kratkami, albo spalić jako Antychrysta.

http://tygodnik.onet.pl/kultura/golgota-picnic-w-strupieszalym-swiecie/qg2c7

golgota-picnic

SKANDALICZNA NAGOŚĆ W SZTUCE

Paradoks wszystkich skandali z nagością w teatrze polega na tym, że przynależy ona tak samo silnie do wielu ważnych kodów kulturowych: seksualnych, erotycznych, religijnych czy obyczajowych. Nadzy jesteśmy gdy się rodzimy, umieramy, kochamy – a więc w najistotniejszych momentach życia, które jest przecież sztuki antycypacją.
Poprzez nagość w teatrze – jak zauważa Krystian Lupa – uznawany przez wielu za pornografa polskiego teatru – paradoksalnie docieramy do duszy ludzkiej. Tak rozumiana nagość staje się więc przede wszystkim aktem duchowym, nie cielesnym. Brakiem kostiumu, który często kojarzy się z przebieraniem, udawaniem – czyli kłamstwem ludzkich relacji.
Nagość w sztuce zawsze jednak pozostanie kontrowersyjna – bo tak jak w życiu – ma różne oblicza. Najtrudniejsza do przyjęcia jest wtedy, gdy staje się narzędziem poniżenia – fizycznego lub psychicznego. Jest wyrazem przemocy, lęku i wstydu. Na szczęście może też wyrażać wolność, bunt i przemianę.
W sztuce nagość bez wątpienia pełni rolę najskuteczniejszego czynnika zakłócającego odbiorczy spokój – co jeśli nie jest celem samym w sobie – może zintensyfikować artystyczne doznania; w przeciwnym razie – może je tylko zbanalizować.

https://www.facebook.com/pages/Notatnik-Teatralny/198855926796596

nagosc_notatnik_teatralny_nr_74_2013_2014

CO JEŚLI NIE TEATR

Teatr pozwala nam w możliwie bezpiecznych warunkach przetestować najtrudniejsze problemy zbiorowe i indywidualne. Jego aktywność zmierza zawsze tam, gdzie społeczeństwo. Często są to więc mroczne, groźne rejony. Jeśli się ich w porę nie rozpozna, nie oswoi – niechybnie przemienią się w demony.
Teatr jest więc formą psychoterapii. Przychodzimy do niego, by przejrzeć się jak w lustrze.
Ciekawie mówi o tym film biograficzny Marina Abramović: The Artist Is Present.
Kanwą filmu jest jej trzymiesięczny performens w nowojorskiej MoMa, gdzie artystka przez ponad 700 godzin siedziała nieruchomo w atrium – pozwalając zwiedzającym siadać naprzeciwko siebie i w bezruchu przeglądać się w jej oczach. Spotkanie wyzwalało nieprawdopodobnie silne, skrajne emocje – płacz, śmiech, poruszenie. Przez muzealne atrium w sumie przewinęło się 50 tys.osób. Jedni w roli uczestników, inni obserwatorów. To artystyczne zdarzenie pokazuje jak płynne są granice między sztuką a życiem. Pierwsza nie istnieje bez drugiego – i odwrotnie.

Koniecznie zobaczcie link poniżej!

Share Button